☀️ Brudne Dziecko To Szczęśliwe Dziecko

„Dziecko brudne – dziecko szczęśliwe” – stwierdzenie to pasuje idealnie jako opis biegów przeszkodowych, zwanych także OCR (albo survivalowe czy

Czy brudne dziecko naprawdę jest szczęśliwe? Fakty i mity o myciu niemowląt Pierwsze kąpiele dziecka mają więcej funkcji niż tylko utrzymywanie go w czystości. To także sposób na zacieśnianie więzi, relaks i… często powód do stresu dla rodziców i malucha. Posłuchajcie rozmowy Martyny Wyrzykowskiej i Anny Zimny-Zając, które rozprawiają się z popularnymi opiniami na temat tego, jak powinna wyglądać codzienna pielęgnacja noworodka i co należy w niej zmieniać w kolejnych miesiącach jego życia.

Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko ️ ️Wszystko brudne Franiu Śmiechotek ️ Niech ten uśmiech nigdy nie gaśnie
Ile razy zastanawiałaś się, czy publiczny plac zabaw i piaskownica są dobrym miejscem spędzania czasu z dzieckiem? Czy zabawka, należąca do innego dziecka i wkładana do buzi przez naszą pociechę w chwilach nieuwagi nie stanowi dla niego zagrożenia? Jak ochronić dziecko przed chorobą ale nie zabrać mu dzieciństwa? Mówi się, że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko. Jak zatem podejść do sprawy i nie stracić głowy? Współczesny kult czystości, środki antybakteryjne i codzienna dezynfekcja smoczków i butelek. Tylko czy chowając pociechę w sterylnych warunkach na pewno zapewniamy mu idealne warunki do dorastania? Higiena jest bardzo ważna ale we wszystkim trzeba zachować umiar. Swobodne, szalone i bardzo brudne zabawy na dworze sprzyjają rozwojowi prawidłowej postawy i masy mięśniowej. Dziecko wspina się, pokonuje przeszkody i łapie… tlen! A ruch to zdrowie, dzięki czemu dzieci te są mniej otyłe i bardziej sprawne intelektualnie. Kontakt z bakteriami jest kluczowy dla budowania układu immunologicznego dziecka. Jego “mały” organizm uczy się odróżniać dobre i złe bakterie, a następnie buduje naturalną barierę ochronną. Przesadna higiena przeciwdziałająca normalnej kolonizacji bakteryjnej przewodu pokarmowego prowadzi do braku rozwoju tolerancji na alergeny, jak i wyhamowania prawidłowej odpowiedzi immunologocznej typu Th1. Wzrost higieny i zmniejszona ekspozycja przede wszystkim na bakterie i pewne typy wirusów wiąże się ze wzrostem częstotliwości alergii [Im wyższy poziom higieny tym więcej alergii- paradoks naszych czasów. Marcin Krotkiewski, Kazimierz Madaliński]. Dbanie o czystość rzeczy otaczających dziecko nie jest niczym złym. Jest to wręcz wskazane również ze względu na choroby pasożytnicze, kojarzone z faktem “brudnych rąk”. Problem zaczyna się jednak, gdy chcemy wprowadzić całkowicie sterylne warunki środowiskowe. Stosujemy antybakteryjne mydła (zwykłe, przeznaczone dla dzieci w zupełności wystarczy!) i inne środki myjące o takich właściwościach. Nadużywanie leków antybakteryjnych (antybiotyków i nie tylko) prowadzi do eliminacji mikroorganizmów, które pomagają wzmocnić system immunologiczny. Wiadomo, że produkty tego typu czasem są konieczne (o takich sytuacjach nie mówię). Nie należy ich jednak nadużywać, ponieważ jednocześnie prowadzą do całkowitego uodpornienia na leki oraz eliminacji pożytecznych bakterii. Zamiast skupiać się na zabijaniu bakterii, powinniśmy zadbać, aby te mogły się rozwijać. Wspierając zdrowe bakterie, robimy wielką przysługę naszemu dziecku. Okazuje się, że mikroorganizmy przebywające w ciele nie tylko ograniczają rozwój alergii ale też występowanie infekcji ucha i dróg moczowych, bólu brzucha oraz biegunki. Czasem pomagają one zwalczyć kaszel, przeziębienie i gorączkę. Tak więc bakterie nie są wcale takie złe! Higiena jest ważna. Jej całkowity brak to również poważne zagrożenie. Jednak w higienie, jak we wszystkim, konieczny jest zdrowy rozsądek. Co to oznacza? Nawyk mycia rąk (mydłem!) przed jedzeniem i po każdym pobycie poza domem, Przecieranie rąk chusteczkami antybakteryjnymi po zabawie na czworaka w miejscu publicznym (jeszcze przed powrotem do domu), Mycie plastikowych zabawek i pranie pluszaków (raz na dwa tygodnie, a szczególnie po wizycie przyjaciół z dziećmi), Nauka niewkładania do buzi przedmiotów znalezionych w piaskownicy czy na podwórku (im szybciej tym lepiej), Codzienna kąpiel i dokładne mycie gąbką całego ciała dziecka, Dokładne mycie owoców, warzyw, jajek! i wszystkiego co je dziecko. Mycie podłogi w domu dwa razy w tygodniu (ja myję wrzącą wodą, bez detergentów). Nie jest konieczna zatem sterylizacja środowiska dziecka i ograniczanie kontaktu z rówieśnikami. Najlepszą profilaktyką groźnych chorób są szczepienia i probiotyki. Właściwa flora w organizmie dziecka jest niezwykle istotna. W przyrodzie nie ma pustki i deficyt dobrych bakterii oznacza zajęcie ich miejsca przez te złe, chorobotwórcze. Prawidłowa flora utrudnia przyleganie “złych bakterii” do ściany jelita oraz zużywa składniki pokarmowe, którymi żywią się groźne mikroby. Poza tym wzmacnia aktywność i skuteczność limfocytów (ciał odpornościowych) oraz makrofagów (komórek, które wychwytują ciała obce, np. bakterie, grzyby i wirusy). Co więc powinniśmy zrobić? Dbać o prawidłową, różnorodną i zbilansowaną dietę (niedobór składników odżywczych również sprzyja infekcjom). Podawać dziecku dużo warzyw oraz jogurty i produkty kiszone (ogórki, kapusta w przypadku starszych dzieci). Ograniczać cukry (sprzyjają rozwojowi grzybów). Można też podawać probiotyki w postaci kropli lub saszetek (Dicoflor krople, Multilac baby). Ciekawostka: Badania z 2007 roku, przeprowadzone przez naukowców na Uniwersytecie w Bristolu, sugerują, że bakterie zawarte w glebie aktywują neurony w mózgu do wydzielania serotoniny znanej jako hormon szczęścia. To wyjaśnia radość jaką daje ludziom ogrodnictwo i szał dzieci wskakujących do piaskownicy czy plaży. Wcześniejsze studia dowodzą też, że zabawa w przyrodzie uspokaja i zmniejsza podatność na depresję oraz nadpobudliwość nerwową.
- no co Ty po co go przebierasz, brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! - Pewnie!- pomyślałam..-ale wtedy kiedy bawi się kredkami, farbkami lub robi babki w piaskownicy, a nie wtedy kiedy jest całe brudne (włącznie z ciuszkami, buzią i rączkami) w niedawno zjedzonej zupce jarzynowej- myślałam dalej Zanim zostałam mamą często w towarzystwie innych mam słyszałam powiedzenie, że „brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko”. Wtedy określenie „brudne” bardziej kojarzyło mi się z dzieckiem, które od rana do wieczora chodzi umorusane i razem z bułką zjada brud z całego podwórka. Teraz wiem, że wiąże się to przede wszystkim z pozwoleniem dziecku na bycie dzieckiem. Z podarowaniem dziecku czasu na beztroską zabawę, na poznawanie świata za pomocą wszystkich zmysłów. Lubię porządek. Błyszczące podłogi, piękny obrus na stole i kwiaty w wazonie. Ale najbardziej lubię, kiedy moje dzieci są radosne i szczęśliwe. A kiedy dzieci są szczęśliwe? Odpowiedź jest prosta: kiedy obok jest mama i tata, a one czują się bezpieczne i kochane. Ale uśmiechy dnia codziennego, ta radość i błysk w oku, pojawiają się wtedy, gdy dziecko się bawi. Kiedy bawi się po swojemu, wykorzystując do tego głównie swoją wyobraźnię. I wcale dziecko nie musi mieć miliona pięknych, kolorowych zabawek bo najwięcej radości dają mu proste czynności. Kiedy dziecko może być sobą i bawić się, tak jak lubi Każda mama wie, że składanie prania nie obejdzie się bez pomocy małych rączek. A dziecięca ciekawość dotrze w każdy zakamarek domu. Rozsypany makaron, rozgniecione chrupki, błoto na spodniach, tysiąc ziarenek piasku w butach, rozlany sok i poplamiona bluzka, to chyba nieodłączny element dzieciństwa. Owszem, trzeba dziecko uczyć zasad, porządku i wprowadzać reguły zabaw. Jednak każdy rodzic wie, że chwila nieuwagi wystarczy, aby pokój zamienił się w sensoryczny plac zabaw. Kiedy zostałam mamą, zrozumiałam, że zabawa, to coś więcej niż tylko dziecięcy sposób na spędzanie czasu przez dziecko. Teraz wiem, że zabawa, to coś co nasze dzieci uczy, rozwija, a przede wszystkim bawi, wywołuje pozytywny nastrój i rozwija wyobraźnię. Dlatego staram się nie ograniczać ich rozwoju i podsuwam coraz, to nowe rozwiązania. Śmieje się, że w domu mam mały sklep z artykułami papierniczych. Moje dzieci bawią się, na wszelkie możliwe sposoby. Staram się dbać o ich zainteresowania i rozwijać w nich ciekawość świata. Jednak często wymaga, to ode mnie zaangażowania i nierzadko ogarniania całej sytuacji przed zabawą, w trakcie i po. Ale czy świadomość tego, że nasze dziecko pomimo brudnych rączek i bałaganu w salonie, jest szczęśliwe, nie jest najważniejsza? Pewnie, że tak! Dziecko = brudne rączki i nieskończona ilość pomysłów na minutę Ponieważ moje dzieci są w wieku 2 i 4 lat, to jeśli chodzi o zabawy plastyczne, raczej ja decyduje czym i kiedy się bawimy. Oczywiście jeśli moje dziecko poprosi mnie o plastelinę lub farby, to je dostaje. Pod warunkiem, że za chwilę nie wychodzimy na dwór, albo nie jedziemy na zakupy. W pozostałych przypadkach, to ja rzucam pomysły i organizuje przestrzeń, w której mogą się swobodnie bawić. A kiedy już, to robią, to staram się, w jak najmniejszym stopniu kierować do nich uwagi i prosić o porządek. Robię, to tylko wtedy, gdy zabawa zaczyna wymykać się spod kontroli. A poza tym pozwalam pobrudzić sobie rączki, zamalować stolik, oblepić całą kartkę plasteliną, albo przystroić okno we wszystkie kolory tęczy. Przecież wiadomo, że w takich sytuacjach nie ma co liczyć na czyste lśniące podłogi i czyste rączki. Ale za to uśmiech na twarzach moich dzieci wynagradza sprzątanie po tym całym armagedonie 🙂 Podobnie sytuacja wygląda na dworze. Jednak zdecydowanym ułatwieniem jest w tym wypadku posiadanie własnego podwórka. Dzięki temu nie musimy, jako rodzice martwić się o potargane spodnie, dziurę na łokciu, czy umorusaną twarz. Nasze dzieci mogą swobodnie bawić się na podwórku, budować zamki z piasku, tworzyć wodospady, leżeć brzuchem na trawie i chlapać wodą, gdy jest ciepło. Również spacery są dla nas czasem beztroskiej zabawy. Mając dwójkę dzieci nauczyłam się jednego: w samochodzie zawsze musi być torba z ubraniami na zmianę. Dzięki temu nie muszę się martwić o to, że moje dzieci zbierając liście w parku, czy kasztany się ubrudzą. Jeśli zdarzy im się umoczyć rękawy w fontannie, zachlapać spodnie błotem, albo po prostu całe są zakurzone i w piachu, to wiem, że nie musimy wracać śpieszno do domu. Malowanie farbami bez poplamionej bluzki, brudnych raczek i buzi w farbie, to jak zjedzenie pączka bez nadzienia. Niby się zjadło, ale brakowało tego czegoś. Niby się malowało, ale brakowało zabawy. Bo to prawda, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. W końcu, co to za zabawa, kiedy mama ciągle upomina i nie pozwala bawić się „po swojemu”, tak jak dziecko lubi, tak jak ma na to ochotę? Czasami fajnie jest pozwolić dziecku pobiegać po kałużach, zamoczyć rękawy w wodzie, wysmarować buzię farbą i nasypać piasku do butów. My rodzice i tak mamy już dość pracy. Nie lubimy dokładać sobie obowiązków, ale dzieciństwo musi być pełne radości, swobody, śmiechu od ucha do ucha i wesołych okrzyków. Dziecko i bałagan- czyli słów kilka o tym, w jaki sposób dbam o rozwój moich dzieci bez szkody dla otoczenia Nie będę ukrywać, że domowe obowiązki bywają dla mnie uciążliwe i zamiast kolejny raz w ciągu tygodnia myć podłogę wolałabym wypić kawę na balkonie. Dlatego stosuję się pewnych zasad, które pomagają mi panować nad całą sytuacją. Mam także swoje sprawdzone sposoby na organizację zabaw dla dzieci, co w pewnym stopniu pozwala nam wszystkim zachować porządek. Bez czego nie ma u ans w domu zabawy Jedną z moich ulubionych rzeczy, która często nam się przydaje jest piaskownica na balkon. Tak, piaskownica na balkon. Bo czemu by nie mieć piaskownicy na balkonie, albo jeszcze lepiej- w domu? Każde dziecko lubi bawić się piaskiem, a wiadomo, że ma to zbawienny wpływ na jego rozwój. Szczególnie jeśli chcemy ćwiczyć motorykę małą oraz usprawnić funkcjonowanie sensoryczne. Piaskownica w domu przydaje się nam do zabawy wszelkiego rodzaju masami plastycznymi, a także wodą. Piasek nie wymyka się tak bardzo spod małych rączek. Nie ląduje w każdym zakamarku pokoju i nie zsypuje się co sekundę ze stołu. Dlatego my uwielbiamy zabawy z wykorzystaniem domowej piaskownicy. Polecam! Kolejnym sprawdzonym sposobem na zabawę są plastykowe pudełka na buty. Mam ich kilka- mniejsze, większe. Wykorzystujemy je do wielu rzeczy. Są bazą naszych terrariów dla gadów, parkiem jurajskim, małym basenem, piaskownicą, którą można zamknąć i schować na szafę. Pudełka na buty są fajnym rozwiązaniem podczas malowania farbami, pod warunkiem, że dziecko siedzi na podłodze. Może wtedy do woli mazać łapkami po pudełku i tworzyć arcydzieła. Dzieci lubią malować, szczególnie w tych miejscach, w których nie mogą. Moim patentem na tą sytuację są kredki żelowe do malowania po szybie. Mają piękne, nasycone kolory, łatwo się zmywają ze śliskich powierzchni i malowanie nimi daje dzieciom dużo frajdy. Nie musimy ograniczać dziecka do malowania tylko po kartce. Najlepiej jeżeli posiadamy duże okno balkonowe, ale jeśli to to równie dobrze sprawdzają się podczas malowania na plastykowych tackach, podkładkach na stół, czy tablicy magnetycznej. My je uwielbiamy i często malujemy nimi witraże na szybach w salonie. Polecam! Kiedy małe dziecko się bawi, wiadomym jest, że skończy się to kolejnym praniem. Nie ukrywam, że plama z czerwonej farby na nowej bluzce, mnie przeraża. Dlatego kiedy daje dzieciom, tak niebezpieczne narzędzia pracy, to dbam nie tylko o ich bezpieczeństwo, ale także odpowiedni strój. Mam w szafie kilka zestawów, które leżą w niej tylko dlatego, że „może kiedyś się przydadzą”, albo „jeszcze się w nie zmieści”. I takie właśnie zabawy plastyczne, są świetną okazją, do „wykończenia” ubrań, które już dawno powinny wylądować na strychu. Rodzic nie musi powtarzać, jak zdarta płyta „Nie ubrudź się!!”, a dziecko bez stresu może się bawić. Podobnie jest z wyjściami na świeże powietrze. Jeżeli wiem, że dzieci się ubrudzą (kałuże), to zakładam im, coś czego nie będzie mi szkoda. Piękne tiulowe spódnice i nowe jeansy zostawiam na niedzielny spacer lub obiad u dziadków. Dziecko, to śmiech, radość i brudne podłogi A poza tym… Po za tym wrzuciłam na luz. Odkąd na świecie pojawiła się moja córka- drugie dziecko, to wiem, że nie można mieć wszystkiego pod kontrolą. Posiadanie jednego dziecka, które było spokojne i w zupełnie inny sposób odkrywało świat, było dla mnie dowodem na to, że można mieć dziecko i porządek w domu. Jednak pojawienie się w naszej rodzinie córki pokazało mi, że zabawa może wyglądać zupełnie inaczej. Wesoła, rezolutna, mała dziewczynka, której wszędzie jest pełno, od nowa zdefiniowała, na czym polega dobra zabawa. A starszy brat biorąc przykład (tak, przykład) z siostry, też w zupełnie inny sposób nauczył się wyrażać swoje emocje i wykorzystywać wyobraźnię. Dlatego pozwólmy dzieciom się ubrudzić. Poskakać w kałużach, jak świnka Peppa w bajce, pobrudzić w piasku, czy zamalować stół farbami i przy okazji całe ciało. 🙂 Nie mówię, że musimy pozwalać im na wszystko, co dusza zapragnie. Oczywiście, że muszą panować w domu pewne zasady i reguły zabaw. Dziecko musi wiedzieć, co może, a co nie. Ale dla dziecka najlepsze, co może być, to życie w świecie dziecka, bez dorosłych problemów i ciągłych nakazów, rozkazów. Poznawanie świata za pomocą wszystkich zmysłów, świetnie wpływa na ich rozwój. Dziecko zmienia się, dorasta i z czasem takie zabawy nabiorą zupełnie innej formy. W naszym domu znowu zapanuje porządek. Dlatego brudne, zachlapane podłogi, sterta prania i pomalowane ściany, to etap przejściowy, który szybko minie. Ale dla naszych dzieci będzie czasem radosnym i pełnym uśmiechu.
Na przykład takie jedzenie na placu zabaw. Dziecko wyskakuje z piaskownicy i chce coś schrupać. Pozwalacie czy nie? Przecieracie małe łapki wilgotną chusteczką, czy całkowicie odpuszczacie? Z jednej strony powtarzamy sobie, że „dzieci są czyste albo szczęśliwe” i że „brudne dziecko to szczęśliwe dziecko”.
Na zewnątrz temperatura w okolicach 0 stopni, w powietrzu woda – ciężko powiedzieć, że pada, bo krople deszczu oblepiają wszystko lecąc z jednostajnie wiejącym od północy wiatrem. Ręce marzną po 5 minutach bez rękawiczek, w butach mokro natychmiast – lód pośniegowy przykrywają kałuże. To pogoda, w czasie której większość polskich przedszkolaków spędza czas w sali zabaw. W norweskiej placówce Stordalen w miejscowości Bodo dzieci biegają na zewnątrz. Nikomu, ani dzieciom ani nauczycielom, nie przeszkadza pogoda. Niektóre z dzieciaków wspinają się na kolanach po oblodzonej górce i zjeżdżają na pupach, inne przelewają lodowatą wodę z kałuży do kałuży, inni amatorzy zabaw hydrologicznych obserwują pianę tworzącą się w rozpuszczającym się śniegu. Tylko my, osoby odwiedzające placówkę, wydajemy się być lekko zdziwieni tym, jak dzieciaki spędzają czas. Norweskim leśnym przedszkolom poświęcono już wiele tekstów, które w pełnym zachwytu tonie opisują, że „da się”, „można” i „dzieciaki to lubią”. W tym materiale chciałabym nie tylko skupić się na tym, że najprostsze rozwiązania w edukacji działają najlepiej. Znacznie bardziej zależy mi na omówieniu celów i założeń pracy z małym dzieckiem, a także sposobów realizacji tych planów, których najbardziej widowiskowym elementem są szczęśliwe i ubrudzone dzieci. Jakie cele, idee i założenia pracy stoją za leśnymi przedszkolami? Program Podstawa programowa edukacji przedszkolnej obejmuje dzieci w wieku od roku do skończenia piątego roku życia. Jednym z zapisów, który realizują wszystkie przedszkola – w mniej lub bardziej rygorystycznej wersji – to zalecenie realizacji większości zajęć z dziećmi poza budynkiem. Sposoby realizacji treści, które zapisane są w podstawie, realnie zależą więc od tego, jaka jest pora roku i pogoda. Dopasowanie uczenia się do pór roku nie jest więc w tym wypadku tylko życzeniowym sloganem, a koniecznością, której trzeba sprostać. Co do liczby miejsc w placówkach – każde dziecko, którego rodzice zdecydują, że ma iść do przedszkola, znajdzie w publicznych lub prywatnych placówkach miejsce. Rekrutacja do przedszkoli jest jedna i obejmuje placówki prywatne i publiczne, w których czesne ustalane jest odgórnie i ma stałą wysokość. Jeśli rodziców nie stać na czesne, mogą się ubiegać o dofinansowanie pobytu dziecka w placówce. Leśne przedszkola cieszą się jednak największą popularnością i do nich jest więcej chętnych niż jest miejsc. Na zewnątrz Norwescy urzędnicy i decydenci edukacyjni ponad dwadzieścia lat temu uznali, że przebywanie na zewnątrz służy dziecku i wpisali takie zalecenie do podstawy programowej. Okazało się jednak, że nauczyciele niechętnie wychodzą z dziećmi na dwór. Zamiast karać, zadano więc sobie pytanie, co może być przyczyną tego, że mimo wyraźnego wskazania w podstawie programowej, dzieci nadal siedzą zamknięte w salach. Analiza tej sytuacji pokazała, że nauczyciele po prostu nie mają odpowiedniego stroju do przebywania cały dzień poza salą zajęciową. Odkąd nauczyciele dostają od placówek „stroje służbowe”, które chronią przed wiatrem, wodą i zimnem, problem został zminimalizowany. Zapis w podstawie programowej o przebywaniu przez większość czasu na zewnątrz jest obecnie czymś równie oczywistym jak to, że dzieci muszą się bawić. Norweskie dzieci, niezależnie od tego, do jakiej placówki chodzą, większość czasu spędzają na zewnątrz. Jeśli pada – nie szkodzi, ubrania chronią je skutecznie przed przemoczeniem i wyziębieniem. Trywialna prawda – nie ma złej pogody, tylko ubranie może być złe – jest tu realizowana w każdej grupie przedszkolnej. Poziomy i piony Nauczycielki rzeczywiście podążają za dzieckiem – zarówno w tym, co dzieci robią, ale także w czasie wspólnych posiłków i rozmów. Nauczyciele starają się fizycznie znaleźć na tym samym poziomie, co dziecko – kiedy rozmawiają z dziećmi kucają, siadają obok dziecka, patrzą mu w oczy. Nie widziałam ani jednej interakcji pomiędzy dzieckiem i nauczycielami, kiedy nauczyciele mówiliby do dziecka, patrząc na nie z góry. Wspólnota W większości kultur wspólnotę manifestuje się poprzez i w trakcie posiłku. Podobnie dzieje się w norweskim przedszkolu. Nauczycielki jedzą posiłki wspólnie z uczniami, przy wspólnym stole. Same meble wyglądają inaczej – dzieci nie siedzą przy malutkim stoliku na niskich krzesełkach – jedzą umieszczone w wysokich siedziskach przy normalnym, pełnowymiarowym blacie. O ile na spacerach i w zabawie nauczyciel fizycznie zniża się do dziecka, o tyle przy posiłkach to dziecko „wędruje” wyżej, aby być na równym poziomie z nauczycielem. Tym samym, każda ze stron wykonuje jakiś „wysiłek”, aby pozostawać na jednym poziomie. Dziecko jako twórca Ściany norweskiego przedszkola wyglądają mało dekoracyjnie. Wykończone na biało, nie ma na nich żadnych kolorowych obrazów, ilustracji, postaci z bajek, wyciętych z gazet zwierząt. Jedyne, co pojawia się na ścianach, to prace dzieci, a te potrafią być różne i nie zawsze trafiają w gusta znawców kanonów sztuki. Na ścianach wieszane jest tylko i wyłącznie to, co samodzielnie przygotują dzieci. Przedszkole jest ich przestrzenią – ściany są kolejnym miejscem, które ma pomóc dziecku w rozwoju jego ekspresji. Dzieci są gospodarzami miejsca, a jako gospodarze są odpowiedzialni za wygląd i wystrój miejsca. Zaufanie Najtrudniejsze okazuje się to, co nie wymaga żadnych nakładów finansowych. Wiele osób, porównujących systemy polski i norweski słusznie zauważa, że Norwegia przeznacza na edukację znacznie więcej środków niż Polska. To prawda. Istotą tego systemu zdaje się być jednak zaufanie każdego z uczestników działań edukacyjnych do funkcjonowania każdego z elementów systemu. Po pierwsze – nauczyciele ufają dzieciom. Wychodzą z założenia, że dziecko intencjonalnie nie dąży do zrobienia sobie krzywdy – jeśli wyjaśni mu się konsekwencje pewnych zachowań, dziecko z pewnością wykaże się dbałością o własne bezpieczeństwo. Wspinanie się na drzewa? Nie ma problemu. Zjeżdżanie pupą po oblodzonym śniegu? Czemu nie! Celem nauczycieli nie jest chronienie dziecka za wszelką cenę, a stwarzanie mu takich warunków do zabawy, aby samo mogło uczyć się dbania o własne bezpieczeństwo. Place zabaw wyłożone gumowymi zabezpieczeniami? Nie w norweskich przedszkolach. Po drugie – dzieci ufają nauczycielom. Mimo, że wspólna zabawa na zewnątrz sprawia wrażenie całkowicie nieogarniętego chaosu, żadne z dzieci nie płacze, żadne nie krzyczy, każde – jeśli ma kłopot – może liczyć na natychmiastową pomoc nauczycieli. Dzieci nie boją się tego, że zostaną skrytykowane, upomniane, ukarane. Są przekonane, że każdy ich problem będzie potraktowany serio, a nauczyciel będzie osobą, która szybko pomoże go rozwiązać. Zaufanie jest też osią kontaktu nauczycieli z rodzicami. Odpowiedzialność Trzylatka rąbiąca drewno! Maluch z prawdziwym nożem w przedszkolu? Nas to dziwi, a norweskie nauczycielki były zaskoczone naszym zdziwieniem. Wyjaśniały krótko – jak mamy uczyć dzieci ostrożnego obchodzenia się z niebezpiecznymi narzędziami, kiedy zamkniemy te wszystkie narzędzia w szufladach z zabezpieczeniami? Same opowieści i upomnienia „uważaj” nie działały i nie ma cudu, żeby zaczęły działać akurat teraz. Jeśli – mawiają norweskie nauczycielki – mamy nauczyć dziecko ostrożności, to musimy pomóc mu być ostrożnym. Rąbanie drewna, które w Norwegii uznawane jest za całkowicie naturalną czynność, którą każdy powinien opanować, jest także aktywnością, której efekty służą całej grupie – przy ogniu zapalonym z porąbanego indywidualnie drewna, można się wspólnie ogrzać. Zapraszam do obejrzenia zdjęć: Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript. Za uporządkowanie obserwacji z wyjazdu do Bodo dziękuję studentom i studentkom Wydziału Pedagogicznego UW, z którym prowadzę zajęcia w roku 2015/16. Iga Kazimierczyk Brudne dziecko, szczęśliwe dziecko. To wszystkim dobrze znane powiedzenie pokazuje jak funkcjonują dzieci w wieku przedszkolnym. Dzieciaki uwielbiają poznawać świat bezpośrednio dotykając, smakując, Nie raz zdarzyło nam się słyszeć panikujące mamy, które w konsternacji obserwowały swoje dzieciaki bawiące się na placu zabaw! „Uważaj, bo się pobrudzisz!”, „nie idź tam, tam jest błoto!” i tak dalej… Drodzy rodzice, a niech się brudzą! Szczęśliwe dzieci, to nie tylko brudne dzieci, a przede wszystkim zdrowe! Nie wierzycie? Przeczytajcie dzisiejszy artykuł. Ile razy mieliście ochotę wskoczyć w kałużę, czy pochodzić boso po piasku czy trawie? Rozładowuje to napięcie, często relaksuje i wprawia w dobry nastrój. Dlaczego wobec tego nie przepadamy gdy robią to nasze dzieci? Najwyższa pora, by czyste ubranka i buciki przestać stawiać ponad zdrowie i szczęście maluchów! Przedstawimy Wam pięć argumentów, dla których warto dać dzieciom się brudzić! Dlatego – po pierwsze – pozwól dziecku się brudzić, bo to najprostsza, najtańsza zabawka sensoryczna na świecie! Bawienie się błotem, kamieniami czy piaskiem to przede wszystkim przednia zabawa! 😉 Pozwala dzieciom poznać nieznane im wcześniej konsystencje, a nawet prawa fizyki, między innymi stany skupienia. Po drugie – nieskrępowana zabawa, bez ograniczeń i zwracania uwagi na piach, czy kurz, pobudza dziecięcą wyobraźnię. To, co dla nas wydaje się być zwykłą kałużą, dla nich jest najlepszą myjnią dla autek, albo spa dla barbie! Jeśli ma ochotę na malowanie farbkami nie pędzelkiem, a dłońmi i stopami – niech to robi! Warto rozwijać kreatywność od najmłodszych lat. Po trzecie – świetnie wpływa na odporność! Doskonale wiemy, że kontakt z zarazkami i drobnoustrojami, przed którymi często staramy się uchronić nasze pociechy, pomaga w prawidłowym wykształceniu układu immunologicznego. Dzieciaki, poprzez kontakt z bakteriami, wirusami, drobnoustrojami i innymi „brudami” uodparniają się na nie. To samo dotyczy drugiej strony medalu – nadmierna higiena i wiecznie czyste rączki często są sprawcami alergii czy astmy. Po czwarte – jak podbijać świat bez brudzenia rączek? No nie da się! 😉 Nie ma co chronić dzieci przed wyrażaniem swojej spontaniczności lub ciekawości w obawie przed zarazkami. Wyjdzie im to na dobre! Po piąte – samodzielność! To bardzo ważna cecha, z której korzystamy przez całe życie. Warto rozwijać ją od najmłodszych lat, mimo tego, że często kończy się to armagedonem. 😉 Brudne ubranka, buzia czy ręce często są efektem próbowania nowych rzeczy. Pomoc w gotowaniu, wspólne przygotowanie kąpieli czy samodzielne jedzenie, chociaż początkowo często nie kończy się najlepiej, kształtuje jego autonomię. W poście umieszczono również podpis: Szczęśliwe dziecko, to brudne dziecko. Słowa te niewątpliwie potwierdzają maluchy przedstawione na nagraniu. W jednym z komentarzy dopowiedziano także, że taka zabawa w przedszkolu ma miejsce każdego dnia od czerwca do sierpnia. Kultowa produkcja lat 90. powraca.
Mam fobię! Ogromną fobię. Staram się z nią troszkę walczyć, ale to bezskuteczne. Przeraża mnie czasami fakt, że jest ona trochę uciążliwa. Dopada mnie w miejscach publicznych i muszę sobie wtedy jakoś z tym długich przemyśleniach wcale to moje dziwactwo nie jest takie złe. W końcu się mówi, że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, no ale rączki powinno mieć czyste. Tak jak pisałam wyżej, mam manię czystych rąk. Od razu gdy tylko wchodzę do pomieszczenia muszę udać się do łazienki i porządnie wyszorować moje łapska. Myję je często. Wszczepiam również to zamiłowanie do czystych dłoni Arkowi, co na szczęście nie idzie opornie. Momentalnie prosi o mokrą chusteczkę czy chce iść do łazienki by je dokładnie umyć. Później sprząta wszystko co dookoła się znajduje, by kolejny raz nie pobrudzić rączek. Są też sytuacje, w których nie mam dostępu do ciepłej wody i mydełka, dlatego stosuję inne czyste ręce są tak ważne?Nie muszę żadnej mamie czy tacie tłumaczyć, że nasze maluchy rączkami robią wszystko. Bawią się w błotku, piasku, dotykają listki, kamyczki, zabierają z podłogi różnie przedmioty, a później wkładają do buzi lub proszą o coś do jedzenia. Na rękach możemy przenosić np. rotawirusy i norowirusy, które odpowiedzialne są za biegunki, gronkowce, owsiki czy tasiemce. Tak więc jest się czego bać. Przez dotyk możemy zarazić się wirusem grypy i innych chorób dróg oddechowych. Dlatego higiena rąk jest najprostszą i najskuteczniejszą metodą na zapobieganiu myć ręce, by o około 30% zmniejszyć liczbę zakażeń dróg oddechowych i chorób warto wierzyć temu, że kontakt z zarazkami nas na nie uodparnia i lepiej się przed nimi tak bardzo nie chronić. Nieprawdą jest też, że częste mycie rąk wyjaławia skórę i powoduje choroby (alergie czy uczulenia).Warto pamiętać o zabraniu ze sobą na spacer czy wyjazd w szczególności gdy podróżujemy z dzieckiem, odpowiednich środków do dezynfekcji rąk, gdzie dostęp do czystej wody jest ograniczony, a nasze dłonie narażone na dużo liczbę bakterii. Dziecko po zabawie w piasku czy innej aktywności najczęściej chce jeść albo pić, więc takie preparaty w tym momencie są w tym momencie stosujemy CLEANHANDS – ŻELE ANTYBAKTERYJNE DO RĄK. Małe pojemniczki są bardzo praktyczne, ponieważ mieszczą się w każdej torebce, nie zajmując dużo miejsca ani nie obciążają jej swoją wagą. Ponadto ich wydajność mnie bardzo zaskoczyła. Wystarczy kropelka by całe dłonie zostały bardzo dobrze oczyszczone. Mają przyjemny zapach i szybko się wchłaniają. Są bardzo praktyczne i ratują mnie w wielu sytuacjach, gdyż Arka ręce strasznie brudzą się od kół w wózku, a jeść czy pić zachciewa mu się dokładnie co przejechany kawałek. KONKURS!Przygotowaliśmy dla Was nią konkurs, w którym do wygrania są 3 zestawy ŻELÓW ANTYBAKTERYJNYCH DO musisz zrobić?Polub ŚWIT Pharma i na zdjęcie swojego brudaska pod 3 najlepsze i nagrodzimy 3 osoby zestawem żelów antybakteryjnych do rąk 🙂Na zgłoszenia czekamy do kolejnej środy ( a wyniki ogłosimy w tym samym wpisie dzień później ( Agulinska CiechanowiczMadziaKaskikkProsimy o kontakt na blog@ 28 odpowiedziWarunki spelnione. I zdjecie mojego malutkiego brudaska , bawiacego sie piaskiem i kamyszkami! Czyli to co lubi najbardziej! Pozdrawimy! 🙂Sama radość 🙂…a tak radośnie się zjada zupkę 🙂Oliwier pozdrawia producentów Sudocremu 🙂Maciej wielbiciel gorzkiej czekolady pozdrawia 😉czekoladka 🙂A to moja brudaska Oliwka… Jej mina mówi sama: ” O, Boże! I co teraz???”Mój mąż ma taką manię, dla mnie owszem – ręce myć trzeba, ale tez nie co chwilę, w końcu nasze dzieci też muszą sobie jakoś odporność wytworzyć. Na szczęście pracuję w firmie, która w czystości się specjalizuje i tego typu środków mamy cały zapas 🙂Pomagałem babci wozić węgielkilka minut ciszy, przyłapana, szczęście niesłychane ! moje Miłości 🙂Gratulacje 🙂 ja tez wlasnie wygrałamSok malinowy własnej roboty smakuje najlepiej 🙂Brudna a zarazem słodka buźka :* Moje Kochane słoneczko 🙂To nie ja wypiłem soczek marchewkowy….HaniaDobre było <3Uwielbiam deserki i często pozostawiam resztę na później w bezpiecznym miejscu czyli na mojej buzi:)dziś mama ugotowała mi królika z dynią i marchewką 🙂Zdjęcie robione na szybko, telefonem i dlatego mało wyraźne. Niemniej jednak chciałam uwiecznić ten moment, kiedy to Miki znalazł schowaną tabliczkę czekolady, i w oczekiwaniu na śniadanko, postanowił się lekko z rana posilić. Ten uśmiech mówi wszystko.;) pozdrawiam, Paulina TerleckaMój Kochany Brudasek, bo brudne dziecko to szczęśliwe dziecko 😉Jakub <3A kto zabroni pobudzić się Nutellą 🙂Spaghetti – ulubione danie Kubsztyka 😉Budyniowe love 🙂GrarulacjeWszystkiego trzeba dotknąć i spróbowaćKrystek ogląda bajki na stojąco, bo na stojąco lepiej pyszny arbuz wchodzi 🙂Mamo, to jest pyszne!Dodaj komentarz
A nawet gdybyś miała trochę racji, to można to inaczej napisać, tak jak na torebkach. „Uważaj, aby twoje dziecko używało mydła zgodnie z przeznaczeniem”, „Proszę przypilnować dzieci, to mydło zjedzone jest trucizną” itp, a nie „Przechowywać w miejscu niedostępnym dla dzieci”, bo to jest surrealizm.
Mówi się, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko, ale czy tak jest naprawdę? Nam, dorosłym, brud kojarzy się z czymś złym i niepoprawnym, tego też uczymy swoje dzieci. Tylko czy taka jest prawda? Czy kilka plam to aż taka katastrofa, żeby wywoływać awanturę i obwiniać bezbronne dziecko, które często nawet nie wie kiedy i gdzie się wybrudziło? Sprawa jest dużo bardziej złożona niż się wydaje z pozoru. Plama plamie nierówna Ogromne znaczenie w tym temacie ma geneza każdej poszczególnej plamki. Te powstałe w wyniku zabawy i dziecinnej nieuwagi powinniśmy wybaczać. Maluch pogrążony we własnym świecie nie pamięta o niczym innym. Ciężko mu skupić się na zachowaniu czystości. Tutaj zdecydowanie brud świadczy o szczęściu i niczym niepohamowanej zabawie. Szczególnie podczas harców na podwórku łatwo o liczne błotne i zakurzone plamy. Te dość łatwo wyprać, dlatego nie ma sensu napominanie malucha, lepiej żeby się wybiegał. Najbardziej irytujące są zabrudzenia powstałe przy jedzeniu i te nijak nie mają się do szczęśliwego dziecka. Maluch, który jest głodny i ma apetyt na daną potrawę zjada ładnie, bez wychlapywania i wyrzucania z talerza. To przy marudzeniu i kapryszeniu łatwo o wywrócenie miseczki. Wtedy rodzic najczęściej bardzo się denerwuje. Raz, że dziecko marnuje jedzenie oraz nie zjada danej potrawy, a dwa, że brudzi siebie i wszystko dookoła. Warto wtedy nieco się uspokoić i poszukać głębszej przyczyny takiego zachowania pociechy. Może dziecko walczy z jakąś infekcją i nie ma apetytu, może podczas przygotowywania posiłku coś podjadł i już napełnił mały brzuszek, a może po prostu mu coś nie smakuje, w końcu dorośli również mają swoje upodobania smakowe i trudno jest im je zmienić. Dziecko ma bardzo mały żołądek i potrzebuje mniej pożywienia niż dorośli. Czasem warto odpuścić jeden posiłek maluchowi i nie zmuszać go do jedzenia, wtedy na pewno wstanie od stołu czysty i szczęśliwy. Jest jeszcze jeden rodzaj brudu, bardzo denerwujący dorosłych. Są to wszystkie plamy powstałe przy mniejszych i większych wpadkach związanych z wypróżnianiem i korzystaniem z toalety. Jedyną radą jest tutaj uzbrojenie się w zapasową bieliznę, cierpliwość oraz pamięć, że to tylko dziecko i ono się jeszcze wszystkiego uczy. Brudni dorośli Przebierając dziecko po raz kolejny w ciągu dnia dobrze jest zastanowić się jak często brudzą się dorośli. Są tacy, którym zdarza się poplamić przy posiłku lub oblać kawą. Uprawiając jakikolwiek sport jesteśmy przygotowani na wszelkie zabrudzenia i zawsze mamy ubrania na zmianę. Bardzo często przy pracach domowych czy w ogrodzie brudzimy się jak dzieci. Nikt jednak nie krzyczy na siebie z tego powodu. Nie powinniśmy zatem tak zachowywać się w stosunku do dzieci i wywoływać w nich strach i poczucie winy z powodu kilku plam. W końcu żyjemy w dobie pralek elektrycznych i na prawdę dobrych środków piorących.
Oto zasady, którymi powinnaś się kierować w wychowaniu, by twoje dziecko jako dorosły człowiek było autentyczne i spełnione. 1. Kochaj je bezwarunkowo. Jeśli dziecko czuje bezwarunkową miłość rodziców, bez względu na to, co zrobiło, nie będzie bało się do tego przyznać, bo wie, że otrzyma wsparcie, a nie karę.
Każdy zna powiedzenie "brudne dziecko to szczęśliwe dziecko" i zapewne nic w tym zdanku nie byłoby nadzwyczajnego, gdyby nie fakt że chyba nie każda mam może to zastosować względem swojej pociech. Bo o ile chodzi o dzieci cudze to często mówimy " no daj spokój przecież to tylko dziecko" , "ubranka można wyprać", "no zobacz czy to nie słodkie?" ...ale czy mamy chcą to usłyszeć?. Na co komu to pocieszanie, odwracanie kota ogonem od faktu dokonanego i mydlenie oczu że to takie śliczne, normalne, błahe i paradoksalne. Gdy my chcemy mieć dzieci "idealne" czyste, nieskazitelne, lepsze od innych, a przynajmniej takie ładne jak u mam blogerek modowych , gdzie "och" , "ach" ułożone dzieci noszą czapkę/opaskę cały dzień(bez jęczenia), jedzą lody które nie ciekną po ręku a gofry z bitą śmietaną nigdy nie spadają na nowe spodnie. Do tego wszystkiego, dziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie kupy na trawnikach znikają przed w stąpnięciem dziecka na skażony teren a kałuże rozstępują się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przecież takie brudne dziecko to oznaka naszej nieudolności , naszego braku kompetencji w byciu matką perfekcyjną w zaniedbywaniu dziecka. Plama? Dziura? ooooo nie może być !!!! Co ludzie powiedzą? I matka sfrustrowana i załamana bo wszystkie dzieci wokoło śliczne, czyściutkie a nasze znów dało popis, ślizgając się na trawie, albo wylało na siebie całą kaszkę. A przecież mama prosiła, mówiła upominała (o zgrozo) przy ludziach i co ? I nic, znów wychodzi na to, że na matkę się nie nadaje. Najgorzej jest przy pierwszym dziecku. Dmuchasz, chuchasz, wycierasz, myjesz, sprzątasz, przebierasz, dezynfekujesz, wyparzasz, sterylizujesz......przy drugim zauważasz że brudna zabawka wcale nie jest aż tak groźna, a zabawa w piaskownicy nie zawsze musi kończyć się chorobą pasożytniczą. Przy trzecim, zabawy w błocie to już nic nadzwyczajnego(bywają gorsze zabrudzenia) Bo wiecie, do roli Matki , brudnego ale szczęśliwego dziecka trzeba dojrzeć. Trzeba wrócić wspomnieniami do swojego dzieciństwa (mimo że teraz inne czasy) przerobić to na swoje i spojrzeć na to DZIECKO jak na siebie. Przypomnieć sobie te cudowne zabawy w wielkich kałużach po burzy, lepienie pączków z błota czy budowanie zamków z mokrego piasku. To fantastyczne odkrywanie świata i zdobywanie nowych doświadczeń. A w przeszłości to dziecię wywołujące w Tobie czasem tak skrajne emocje zwykłym brudzeniem, będzie odszukiwać wśród wspomnień właśnie te chwile cudownych BRUDNYCH zabaw. Doceni twój wysiłek i będzie ci niezmiernie wdzięczne że pozwoliłaś sprawdzić jakie to szczęście czasem się wybrudzić. Co z tego, że nie założysz już nigdy tej ulubionej przez Ciebie sukienki córeczce, bo plamy z jagód nie chciały się sprać , cóż z tego że idąc ulicą pół miasta kiwa z politowaniem głową na widok twojego dziecka z plamami błota na białej kurteczce ... szczerze miej to w nosie, pomyśl o tym że niektóre dzieci nie spróbują tego co twoje dziecko,nie poznają zapachu mokrej czarnej ziemi, nie poczują w dłoniach cudownie lepkiej marmolady , nie wyliżą z miski resztek kremu do ciasta . BĄDŹ dumna i SZCZĘŚLIWA , to właśnie twoje dziecko będzie pełne pozytywnych wspomnień i doświadczeń !! Nie dajmy się zwariować, współczesnym mediom i kreowanemu przez nie , wizerunkowi współczesnej "idealnej" rodziny, lśniącej czystej i nieskazitelnej, bez plam i wszystkiego co się z tymi plamami wiąże. Życie to nie reklama środków czystości. A mój sposób na plamy i pranie, poruszę innym razem bo to temat rzekaaaaa..... PS: miało być inne hardkorowe foto, ale zginęło dziwnym trafem z karty pamięci ....jeszcze Was kiedyś uraczę "czyściutką" Le ;)
W lekcji trójstopniowej wykorzystuje się zazwyczaj trzy elementy ( u młodszych dzieci lub u dzieci z trudnościami w nauce można wykorzystać dwa elementy). Jeśli zatem chcemy nauczyć dziecko pięciu nazw figur geometrycznych (trójkąt, kwadrat, koło, prostokąt, trapez) na początku wprowadzamy jedynie trzy z nich, przy czym wybór
Mówi się, że brudne dzieci to szczęśliwe dzieci i jest w tym dużo prawdy! Wyobraźcie sobie smutny świat, w którym maluchom nie wolno poskakać po kałuży, zbudować zamków w piaskownicy czy pobawić się plasteliną, bo „pobrudzisz te nowe spodenki”. Dzieci muszą się brudzić, ale z małym zastrzeżeniem – ten brud musi w miarę szybko zniknąć. Zwłaszcza z małych rączek. Dlaczego dzieci lubią się brudzić?„Brudne to szczęśliwe? Ok, ale umyj chociaż rączki!”Dając dziecku możliwość swobodnego odkrywania świata inwestujemy w jego przyszłość. Wszystko, czego dziecko samodzielnie doświadczy zaprocentuje w jego rozwoju!Partnerem publikacji jest marka Baby Dove Dlaczego dzieci lubią się brudzić? Jeśli jesteś rodzicem, to nie zapytasz nigdy „Czy dzieci lubią się brudzić?” tylko raczej „Dlaczego?”. Odpowiedź jest jasna: kiedy dzieci się brudzą, to znaczy, że poznają i doświadczają świat. Dotykają wszystkiego rączkami, a później biorą do buzi. Bawią się swobodnie, są wszystkiego ciekawe, puszczają luzem emocje i mamy całe morze radości! Małe dzieci (i starsze czasami też) nie mają w sobie tej pewnej sztywności i zapobiegliwości, która cechuje dorosłych. Roczniak, dwulatek czy nawet pięciolatek nie będzie długo się zastanawiał, czy warto wskoczyć do kałuży, bo przecież te spodnie kosztowały 125 złotych – nie, on łapie cenne chwile radości tu i teraz. I super! Pozwalamy naszym dzieciom brudzić się. Dziewczyny uwielbiają wszystkie zabawy, w trakcie których mogą sięgać po różne mazie, masy czy ciastoliny – oczywiście teraz brudzą się w coraz mniejszym stopniu niż gdy były malutkie, ale wciąż bardzo lubią takie rozrywki. Co do Kornela… sprawa jest jasna. Nasz młodzieniec absolutnie nie jest zainteresowany ani walorami estetycznymi czystych ubrań, ani wiedzą, czy coś jest zmywalne czy też nie. Po prostu uwielbia wszystkiego dotykać, wszystkim się bawić, wszystkiego próbować. Im więcej przy tym bałaganu, tym lepiej. Od kilku miesięcy aktywnie pełza po podłodze, próbuje też raczkować. Bardzo nas cieszy, że ma chęć poznawania samodzielnie świata, że fizycznie eksploruje wszystko co dookoła niego się znajduje. I liczę się z tym, że nasz niemowlak pełza nie tylko w domu czy na dywanie, ale również w ogrodzie na trawie lub na podłodze restauracji. Z mojej strony zapewniam mu 100% bezpieczeństwa i asekuruję go w tej zabawie, bo nie chcę, by coś na niego spadło itd., ale z wielką radością obserwuję to, w jaki sposób Kornel odkrywa świat całym swoim ciałem! I wiemy, że zbliża się czas, gdy ten słodki brzdąc zacznie samodzielnie biegać na spacerach, co oznacza, że będzie co i rusz podnosił z ziemi przeróżne „skarby”. Jak zatem widzicie, nie ograniczamy dzieci pod względem brudzenia się, ale jednocześnie pamiętamy o bardzo ważnej rzeczy – aż kilka razy dziennie nasze pociechy muszą myć ręce. „Brudne to szczęśliwe? Ok, ale umyj chociaż rączki!” Mycie rąk jest bardzo ważne w naszej rodzinie – doskonale zdajemy sobie sprawę, jak wiele wirusów i bakterii przenosimy każdego dnia właśnie na dłoniach. Dodatkowo każdy niemowlak poznaje różne zabawki, struktury, rzeczy wkładając je do buzi. Zatem najpierw bród z podłogi przenosi się na ręce, a zaraz później trafia do buzi małego szkraba. Czym to może się skończyć? To oczywiste – infekcją, bólem brzuszka, gorączką. Dzieci, które coś „łapią”, szczęśliwe z pewnością nie są. Dlatego kategorycznie wymagamy od dzieci mycia rąk, kiedy wracają z podwórka. Prosimy, by umyły je przed jedzeniem i naturalnie po jedzeniu. Oczywiste jest dla naszych pociech to, że ręce należy porządnie umyć po skorzystaniu z toalety. I wszystko pięknie, gdy jesteśmy w domu – ale co, gdy wychodzimy albo wyjeżdżamy na wakacje? Jako matka trójki pociech muszę być przygotowana na takie sytuacje. Nie wyobrażam sobie, że któraś z dziewczyn weźmie do ręki utracone przez ptaka pióro, a ja nie będę miała możliwości jej tej rączki umyć, bo akurat jesteśmy w górach. Dlatego zawsze noszę przy sobie chusteczki Baby Dove i jeśli mogę to również emulsję do mycia Baby Dove. Chusteczki są bardzo delikatne, można używać nie tylko do czyszczenia pupy, ale też rączek czy buźki. Sami wiecie, jakie to wygodne – gdy dzieci jedzą czekoladowe lody, umycie ich twarzy suchą chusteczką jest nie tylko trudne, ale i bardzo nieprzyjemne. Baby Dove załatwia sprawę w dwie sekundy. Kiedy więc nie mam dostępu do wody, to chusteczki nas ratują. A dlaczego noszę przy sobie emulsję? Powód jest bardzo prosty – kto choć raz korzystał z publicznych toalet, np. w restauracji, ten wie doskonale, jak często pojemniki na mydło są wybrakowane. A zresztą nawet, jeśli jest w nich jakiś płyn, to często najtańszy, kiepskiej jakości i o tandetnym zapachu. Po użyciu takich środków dzieciaki często miały przesuszoną skórę. Z Baby Dove nie mam tego problemu. Wiem, że zawsze mogę umyć moim dzieciom rączki i to dokładnie tym, co jest dla nich najlepsze i co ładnie pachnie. Emulsja do mycia Baby Dove może być użyta także do mycia włosków i co ważne – nie szczypie w oczy. Dlatego bierzemy ją również ze sobą, gdy wyjeżdżamy z domu i używamy podczas rodzinnych wojaży np. w Sopocie. Pięknie się pieni, jest hipoalergiczna i sprawia, że skóra jest cudownie miękka. Kiedy myję nią Kornela, to mam ochotę schrupać potem go całego! „Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci” Dając dziecku możliwość swobodnego odkrywania świata inwestujemy w jego przyszłość. Wszystko, czego dziecko samodzielnie doświadczy zaprocentuje w jego rozwoju! Partnerem publikacji jest marka Baby Dove
Mówi się zresztą, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. A farby czy masa plastyczna sprawią, że maluch będzie nie tylko brudny, szczęśliwy, ale do tego jeszcze kolorowy! A farby czy masa plastyczna sprawią, że maluch będzie nie tylko brudny, szczęśliwy, ale do tego jeszcze kolorowy!
Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko? Ubłocone po same końcówki włosów dziecko, poplamione ubranie tak mocno, że jedyną opcją jest zakup nowych - taka wizja przeraża niejednego rodzica. Jednak nie ma co się wstydzić ani zbyt szybko odciągać dziecko od brudnej zabawy. Dzieciństwo jest bardzo krótkie, trwa zaledwie kilka lat i nie ma lepszego czasu na wesołe taplanie się w błocie, zasypywanie się piaskiem, smarowaniem się sosami po całej twarzy i najlepsze - rysowaniem po swoim ciele permanentnym markerem niż właśnie okres dzieciństwa. Nam dorosłym brud w każdej postaci najczęściej przeszkadza, jednak dla dziecka no cóż... to najlepsza zabawa! Rozwój sensomotoryczny - jeden z najważniejszych etapów rozwoju dziecka - wymaga, aby dziecko było brudne. Porządnie brudne. Im bardziej brudne, tym lepiej, szczególnie czymś, co daje dużo różnych odczuć np. konsystencji czy tekstury. Dlatego dzieci tak bardzo kochają błoto, nie dość, że brudne, to mokra papka sprawia dużo wrażeń i im dłużej trwa zabawa, tym inaczej dziecko to błoto odczuwa - w końcu wysycha mu w rączkach. Ciekawsze są badania z 2007 roku przeprowadzone przez grupę naukowców z Uniwersytetu w Bristolu (link do artykułu), które sugerują, że należące do grupy "dobrych" bakterii - Mycobacterium vaccae - żyjące w glebie aktywują grupy neuronów w mózgach odpowiedzialnych za wytwarzanie serotoniny, czyli neuroprzekaźnika, który potocznie jest zwany "hormonem szczęścia". Przetestowano myszy, które po podaniu tych bakterii były po prostu szczęśliwsze. Mało tego, wykonano eksperyment, w którym podzielono myszy na dwie grupy i jednej podawano bakterie. Myszy, które były karmione Mycobacterium vaccae dużo lepiej pokonywały labirynt i wykazywały dużo mniej stanów lękowych od drugiej grypy mysz. Dodatkowo Dr Mary O'Bien z Royal Marsden Hospital w Londynie, podawała pacjentom z rakiem płuc bakterie Mycobacterium vaccae i zauważyła, że zmniejszyły się objawy nowotworu a oprócz tego, pacjenci wykazywali poprawę emocjonalną i większą witalność. Badania nad wpływem Mycobacterium vaccae wyjaśniają, dlaczego udziela się w dzieciach ta wielka radość przy zabawie w ogrodzie. Następnym razem, gdy będziemy chcieli, aby dziecko zakończyło zabawę, pomyślmy, że właśnie wydziela mu się więcej serotoniny niż zazwyczaj i jest po prostu szczęśliwsze. Wystarczy pozwolić na zabawę chwilę dłużej niż było to planowane, z pewnością dziecko będzie dużo szczęśliwsze. Spokojnie, kontakt z brudem nie zagraża zdrowiu dziecka w takim stopniu, jak niektórzy zakładają. Zawarte w nim bakterie, wirusy czy grzyby pomagają dzieciom nabyć niezbędną odporność. Dużo szczęśliwsze jest dziecko, które potrzebuje na chwile świeżego powietrza niż chorowania. Niech dzieci będą wolne. Zachęcaj ich do biegania na zewnątrz, gdy pada deszcz. Niech zdejmą buty, gdy znajdą kałużę wody. A gdy trawa łąk będzie mokra od rosy, niech biegną po niej i depczą ją bosymi stopami. Niech odpoczywają spokojnie, gdy drzewo zaprasza ich do spania w swoim cieniu. Niech krzyczą i śmieją się, gdy słońce obudzi ich rano. – Maria Montessori Dziecko spośród dostępnych pomocy wybiera taką, która odpowiada jego aktualnej fazie rozwoju, a w miarę wzrostu umiejętności przechodzi do kolejnego etapu. W warunkach domowych może to stanowić wyzwanie, ale przygotowując montessoriańską pomoc dla dziecka, powinniśmy umieć stworzyć jej bardziej zaawansowane wersje, które Dobra mama nigdy nie powinna się wstydzić, że jej dziecko jest ubłocone, poplamione a we włosach ma farbę. Bo tak dorastają geniusze i optymiści… Nie ma lepszego czasu na taplanie się w błocie, kąpanie w keczupie i obtaczanie w piasku niż dzieciństwo. I to nie tylko dlatego, że dorosłym już naprawdę nie przystoi chodzić do pracy będąc zaklejonym od stóp do głów, ale dlatego, że rozwój sensomotoryczny wymaga ubrudzenia sobie rąk. Dzieci, uczone że najważniejsza jest czysta koszulka i wydezynfekowane ręce są z góry skazane na poważne treningMałe dzieci rosną najlepiej na świeżym powietrzu – nie ma lepszych bodźców do biegania, wspinania się, skakania i czołgania niż lasy, łąki, podwórka i kałuże. Jeśli damy maluchowi starsze, podniszczone ubrania i jasno powiemy, żeby nie bał się plamy czy czarnych kolan, to dodamy mu tym prawdziwych skrzydeł. Swobodne, szalone i bardzo brudne zabawy na dworze sprzyjają rozwojowi prawidłowej postawy, masy mięśniowej i zapobiegają szalejącej wśród czystych, siedzących w domu dzieci otyłości. W przyszłości, ubłocony chłopczyk lub dziewczynka wyrosną na ludzi, którzy lubią przygodę, kochają przyrodę i nie dławią się barwy PicassaCzy można namalować prawdziwe dzieło sztuki nie będąc pokrytym farbą po uszy? Prawdopodobnie nie. Sztuka tworzenia wymaga przekraczania barier wyobraźni, poddania się władzy zmysłów, eksperymentów z każdym tworzywem i konsystencją. A każdy maluch chce wiedzieć co się stanie gdy zmieszasz czerwony z niebieskim, zbudujesz rzeźbę z gliny albo umażesz sobie ręce i twarz smołą. Tak budzi się w dzieciach kreatywność i radość z wyrażania się poprzez kolor, kształt czy teksturę. To chyba warte jest kilku koszulek i spodni nie do odprania…Serotonina w błocieCiekawe badania z 2007 roku, przeprowadzone przez naukowców na Uniwersytecie w Bristolu, sugerują, że bakterie zawarte w glebie aktywują neurony w mózgu do wydzielania serotoniny znanej jako hormon szczęścia. To wyjaśnia radość jaką daje ludziom ogrodnictwo i szał dzieci wskakujących do piaskownicy czy plaży. Wcześniejsze studia dowodzą też, że zabawa w przyrodzie uspokaja i zmniejsza podatność na depresję oraz nadpobudliwość bo zdrowyWreszcie, zupełnie nieuzasadnione są obawy jakoby kontakt z brudem zagrażał zdrowiu naszych dzieci. Wręcz przeciwnie – to chemia, kosmetyki, farby używane we wnętrzach i ftalaty w zabawkach powodują choroby, podczas gdy naturalnie występujące bakterie, wirusy i grzyby pomagają dzieciom nabyć niezbędną odporność. A czyż nie szczęśliwsze jest dziecko nie potrzebujące inhalatora do astmy i trzech paczek antybiotyków rocznie?
217 views, 9 likes, 14 loves, 5 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Żłobek "Omnibuski": Zabawa w myśl zasady: „brudne dziecko -szczęśliwe dziecko" - Malowanie na folii to super przygoda
Szczególnie u dzieci, dla których kontakt z groźnymi drobnoustrojami jest szczególnie niebezpieczny. Tylko czy chowając pociechę w sterylnych warunkach na pewno zapewniamy mu idealne warunki do dorastania?A za naszych czasów…Jeszcze pokolenie dzisiejszych młodych rodziców doskonale pamięta czasy, kiedy brud był dla dziecka synonimem radości. Wszystkie najfajniejsze zabawy odbywały się w towarzystwie błota, piasku lub przy-najmniej brudnej kałuży. Poczynając od piaskownicy i placu zabaw, przez osiedlowe trawniki i rosnące wzdłuż drogi drzewa, aż po pobliskie łąki i pola – słowem wszędzie tam, gdzie można było całym sobą poświęcić się zabawie, było w domu nikogo nie dziwił widok maluchów umazanych kolorowymi farbkami czy kredą, prezentujących czarne od ziemi paznokcie i okurzoną koszulką i pokazujących wyszczerzone, fioletowe od świeżych jagód zęby. Tak, „za naszych czasów” zabawa wyglądała zupełnie inaczej… Czy dziś dzieci już się tak nie bawią?Higiena dziśBawią się. Tym, co uległo najbardziej radykalnej zmianie jest jednak podejście rodziców do czystości i higieny dzieci. Mrożące krew w żyłach historie szpitalne o dzieciach, które przyniosły z piaskownicy zarazki, będące źródłem zakażenia i świadomość, jak wiele niebezpiecznych substancji zawiera ziemia czy woda w kałuży, każą uważnie przyglądać się wyglądowi dziecka podczas oznacza to wcale, że współczesne dzieci nie mają szansy się pobrudzić, jednak nasza interwencja (i sama jej potrzeba) jest o wiele szybsza niż reakcja naszych mam i babć. Mimo iż doskonale pamiętamy radość z umorusanej buzi i podartych spodenek, sami podchodzimy do kwestii czystości u własnego dziecka z dużą na ziemiKontakt z bakteriami jest kluczowy dla budowania układu immunologicznego dziecka. Jego „mały” organizm uczy się odróżniać dobre i złe bakterie, a następnie buduje naturalną barierę się okazuje – całkiem niesłusznie, bowiem brud może być nawet sprzymierzeńcem dziecka. Według badań brytyjskich naukowców kontakt z ziemią (glebą), a konkretniej bakteriami, które się w niej znajdują, mogą pobudzać produkcję serotoniny, czyli słynnego hormonu nieskrępowana zabawa w plenerze wpływa pozytywnie także na ogólny stan zdrowia i rozwój psychofizyczny malucha. Lekarze wciąż też przypominają, iż kontakt z bakteriami jest niezbędny do wytworzenia się naturalnej odporności. Mały organizm musi „nauczyć się” odróżniać dobre i złe drobnoustroje i uodpornić się na te, które mogą mu zaszkodzić. Dzięki kontaktowi z nimi podczas zabawy – na świeżym powietrzu czy w domu – układ immunologiczny dziecka ma szansę prawidłowo się wykształcić i chronić pociechę przed poważniejszymi jak we wszystkim, także tu należy zachować zdrowy rozsądek. Nawyk mycia rąk przed jedzeniem i niewkładania do buzi przedmiotów znalezionych w piaskownicy czy na podwórku musi być maluchowi wpojony jak najszybciej. Podczas kontrolowanej zabawy jednak, zanim upomnimy dziecko, które pozwoliło sobie w zabawie na więcej niż zwykle, oceńmy realnie zagrożenie i zastanówmy się, czy sporadycznie zaczernione od ziemi kolana, zamoczone brudną kałużą spodenki czy „uciapane” farbami rączki są faktycznie zagrożeniem dla naszego potem pozwólmy mu po prostu się świetnie bawić! Bo brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! Do wykonania ścieżki sensorycznej użyliśmy mąki, cukru, ryżu, kako i kolorowych farb. Zabawy sensoryczne Będąc świadkiem pewnej sytuacji gdzie mama nakrzyczała dziecko ponieważ ono najzwyczajniej w świecie się pobrudziło podczas zabawy w piaskownicy. ,, Jak ty wyglądasz ? ". Oczywiście dziecko z płaczem opuściło plac zabaw... Więc jak to jest czy dziecko brudne to szczęśliwe dziecko ? Rozwijanie Kreatywności u dziecka Nigdy nie namalujemy dzieła sztuki nie mając na swoim ubraniu ani kropli farby ! Mieszanie farb i tworzenie nowych kolorów to to co dzieci uwielbiają , ponieważ ich ciekawość nie zna granic . Lepienie z gliny różnych budowli , po pałace czy nawet domki to dopiero frajda ! Nie musimy nakładać najlepszych ubrań nałóżmy starsze które będą warte tego . Właśnie tak budzi się kreatywnosc oraz szczęście gdyż mogą wyrazić siebie poprzez budowlę , rysunek czy namalowane dzieło. Nabywanie naturalnej odporności ,,Uważaj bo tam są zarazki " , ,,To jest Fe ! " Eh , czasami aż mnie to przeraża jak inne mamy z wielkim przerażeniem chwytają rączki dziecka w pośpiechu wyjmując chusteczki i szorując je ! To jest wielki mit . Tak mit. To przez chemię , substancje w kosmetykach , jedzeniu oraz zabawkach nasze dziecko nabawia sie chorób ! Naturalne grzyby , czy wirusy pomagają nam uodparniać naszego malucha na zbliżające się choroby Dlatego dajmy się wyszaleć naszym malcom ! Nie bójmy się o ich zdrowie ! Stymulacja układu Mowy Będąc u naszej logopedy w ostatnim czasie dowiedziałam się że nawet lepienie z błota czy to zamków czy to innych budowli a nawet same zabawy w nim stymulują układ mowy. Nie tylko lepienie w błocie nam w tym pomoze ale również malowanie na dużych formatach papieru , używając rąk , stóp , lepienie z ciastoliny , masy solnej , zabawa wodą.
Pewna urocza Zosia, uczestniczka naszych półkolonii powiedziała nam, że czytała książkę, w której było napisane, że ,,brudne dziecko to szczęśliwe
Przyznam szczerze, że z tym tematem mam mały problem… Moja mama to pedantka, uwielbia porządek, nie spocznie póki nie posprząta. A ja? Ja wychowałam się w jej domu i siłą rzeczy nasiąknęłam tym trochę… No dobra – trochę bardzo tym nasiąknęłam 😉 Dla mamy czysty dom i czyste ubranie były ogromnie ważne. Pamiętam jak w przedszkolu uwielbiałam się bawić w pieska. Uwielbiałam chodzić na czworakach ku niezadowoleniu mojej mamy. Możecie sobie wyobrazić jakie miałam starte spodnie na kolanach przez taką zabawę! Właściwie to jako dziecko rzadko się brudziłam. Dość szybko nauczono mnie, że czystość i schludność to podstawa! Wręcz nie lubiłam „brudnych” zabaw a przynajmniej nie przepadałam za nimi. Tak sobie teraz myślę, że może bym i lubiła, jednak chęć bycia grzecznym i przynoszącym zadowolenie rodzicom była we mnie silniejsza… Nie brudziłam się więc, żeby mama była ze mnie dumna. Jejku, piszę to i jest mi siebie żal… Dziś ciężko przezwyciężyć mi to wszystko i ciężko mi czasem na samą myśl, że moje dzieci uwielbiają godzinami siedzieć w piaskownicy, przynosząc do domu kilogramy piasku w butach. Nie jest mi też łatwo, kiedy dopominają się o farby, klej czy plastelinę. Przecież to wszystko trzeba później posprzątać! Nie chcąc zabraniać im tych wszystkich kreatywnych i tak bardzo przecież lubianych przez dzieci zabaw wyznaczyliśmy z mężem miejsce w naszym domu, gdzie mogą oddawać się tego typu „brudnym zajęciom” 🙂 Szczerze mówiąc zdecydowanie mi łatwiej, kiedy podejmują tego typu działania na podwórku 😉 Choć mania porządku i czystości tkwi we mnie bardzo głęboko, zdaję sobie sprawę, że ograniczając im możliwość ubrudzenia się podczas zabawy, ograniczyłabym im tą zabawę w jakiś 80%. Bo co to za zabawa, kiedy non stop trzeba pilnować żeby się tylko nie wybrudzić?!?! Żeby przekonać się o słuszności tego jakże popularnego hasła: brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, wystarczy popatrzeć na nasze bawiące się dzieci i zaobserwować, jaka forma zabawy sprawia im najwięcej radości i co lubią robić wyjątkowo długo. 🙂 Dziś uśmiech na twarzy mojego upapranego dziecka wcinającego loda to nie tylko moje osobiste szczęście ale i krok do przodu w całym moim wcześniejszym spapranym życiu… Ja jednak widzę w tym powiedzeniu także trochę inne znaczenie. Na 100% brudne dziecko świetnie się bawiło. Na 100% brudne dziecko to szczęśliwe dziecko (z zastrzeżeniem, że ma się gdzie umyć, a brud wynika tylko z zabawy). Dlaczego więc tyle energii wkładamy starając się dziecko doprowadzić do stanu lśnienia? Nie wiem. Według najnowszych badań pierwsze dwanaście miesięcy życia niemowląt jest najważniejsze dla właściwego rozwoju ich układu immunologicznego. Dzieci, które przed ukończeniem pierwszych dwunastu miesięcy wychowywały się w bezpośredniej ekspozycji na dużą ilość alergenów, w przyszłości rzadziej chorują na atopie. Niezliczone alergie i astma to problem dzisiejszych czasów, zwłaszcza w krajach rozwiniętych i rozwijających się. Coraz częściej zadajemy sobie pytanie – skąd to się bierze? Kiedyś przecież tego nie było. Odpowiedź może być dla niektórych szokująca, jednak w znacznej liczbie przypadków sami jesteśmy sobie winni. Człowiek z natury ma predyspozycje do przesady. Nie potrafimy znaleźć złotego środka i popadamy ze skrajności w skrajność. Gdzie leży problem? W niewystarczającej wiedzy. Okazuje się, że paradoksalnie im bardziej człowiek chce „pomóc” tym bardziej szkodzi. Ktoś kiedyś powiedział parę słów o bakteriach, ktoś powiedział coś o wirusach, gdzieś usłyszano okropne słowo „patogen” i nagle społeczeństwo oszalało na punkcie nadmiernej higieny. Odkażano wszystko i wszystkich. Najwięcej oczywiście w najbliższym otoczeniu dzieci – bo o nie przecież dba się najbardziej. Najnowsze wyniki badań, opublikowane w czasopiśmie Alergologii i Immunologii Klinicznej potwierdzają dotychczas znaną hipotezę higieny. Dzieci wychowujące się w tzw. „sterylnych domach” znacznie częściej zapadają na różnego rodzaju alergie oraz astmę. Dzieje się tak dlatego, że ich układ immunologiczny nie ma możliwości „ćwiczenia” od najmłodszych lat. Regularna (ale kontrolowana) ekspozycja na drobnoustroje stymuluje organizm do „nauki co jest dobre, a co złe”. Badanie przeprowadzono na 467 noworodkach zamieszkujących tereny śródmiejskie. Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo, ponieważ właśnie w dużych miastach obserwuje się największy poziom alergii, w przeciwieństwie do dzieci wychowujących się na terenach wiejskich. Stan zdrowia dzieci był monitorowany przez trzy lata, a ich domy sprawdzono pod kątem poziomu i rodzaju występujących alergenów. Wykazano, że niemowlęta które przed ukończeniem pierwszego roku życia miały częsty kontakt z sierścią zwierząt domowych, gryzoni, a nawet odchodami karaluchów, w wieku trzech lat znacznie rzadziej chorowały na świszczący oddech, różne alergie i astmę. Dzieci, które miały duży kontakt z szeroką gamą drobnoustrojów, zwłaszcza z grup Bacteroides i Firmicutes były w późniejszych latach mniej narażone na atopie. Wyniki te są zgodne z tymi, otrzymanymi w czasie wcześniejszych badań na zwierzętach. Autorzy komentują w swojej publikacji – „Jest to pierwszy raport naukowy wykazujący, że ekspozycja we wczesnym dzieciństwie na wysokie poziomy alergenów, połączona z środowiskiem bogatym w konkretne rodziny bakterii daje efekt ochronny przed atopią i świszczącym oddechem.” Dlaczego tak istotna okazała się ekspozycja już w pierwszym roku życia dziecka? Istnieje kilka możliwych wyjaśnień. Skład mikrobiomu niemowląt kształtuje się przez pierwszy rok życia, a sposób w jaki to nastąpi ma w przyszłości istotny wpływ na układ odpornościowy. „Domowe mikroorganizmy”, które były zidentyfikowane w badaniu, w większości należą do potencjalnych ludzkich kolonizatorów, produkujących ponadto ważne immunomodulujące metabolity. W związku z tym wczesna ekspozycja na tego typu bakterie mogłaby powodować ich zasiedlenie w ludzkim organizmie, które jako „skutek uboczny” powodowałoby zmniejszenie podatności na atopie i alergie w późniejszych latach. Innym prawdopodobnym wyjaśnieniem może być fakt, że wczesne zetknięcie układu oddechowego z mikroorganizmami, może wpływać na wrażliwość błon śluzowych, co w konsekwencji zmniejszałoby odpowiedź zapalną na alergeny w przyszłości. "Skład i funkcja mikrobiomu jelita silnie wpływają na reakcje immunologiczne i przedstawiają nową drogę dla rozwoju lecznictwa zarówno astmy jak i wielu innych chorób” – komentuje dla kierująca badaniem dr Susan Lynch. "Wyniki naszych badań sugerują, że jednoczesna ekspozycja na wysokie poziomy niektórych bakterii i alergenów we wczesnym życiu może być bardzo korzystne.” – dodają autorzy w swojej publikacji. O skutkach ekspozycji na alergeny w pierwszym roku życia dziecka pisano już również jakiś czas temu w Clinical and Experimental Allergy. Przebadano 566 chętnych osób w wieku 18 lat , którzy mieli dostarczyć próbki krwi oraz informacje dotyczące warunków w jakich wychowywali się w dzieciństwie. Wykazano, że dzieci wychowujące się w pierwszym roku życia wraz z psem lub kotem mają o połowę zmniejszone ryzyko wystąpienia alergii na te zwierzęta w dorosłym życiu. Czy w takim razie rodzice powinni przestać zwracać uwagę na higienę środowiska życia swoich dzieci? Oczywiście, że nie. Należy po prostu podejść do wszystkiego z głową i nie przesadzać w żadną stronę. Źródła Susan V. Lynch, Robert A. Wood, Homer Boushey, Leonard B. Bacharier, Gordon R. Bloomberg, Meyer Kattan, George T. O’Connor, Megan T. Sandel, Agustin Calatroni, Elizabeth Matsui, Christine C. Johnson, Henry Lynn, Cynthia M. Visness, Katy F. Jaffee, Peter J. Gergen, Diane R. Gold, Rosalind J. Wright, Kei Fujimura, Marcus Rauch, William W. Busse, James E. Gern. Effects of early-life exposure to allergens and bacteria on recurrent wheeze and atopy in urban children. Journal of Allergy and Clinical Immunology, 2014 Ganesa Wegienka, Christine Cole Johnson, Suzanne Havstad, Dennis R. Ownby, Charlotte Nicholas, and Edward M. Zoratti, Lifetime Dog and Cat Exposure and Dog and Cat Specific Sensitization at Age 18 Years, Clin Exp Allergy. Jul 2011 file:///C:/Users/DOM/Downloads/2014-06-early-exposure-bacteria-toddlers-wheezing%20(3).pdf POZOSTAŁE INFORMACJE 163 views, 10 likes, 1 loves, 0 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Instruktor Ola: Ferie trwaja a my sie dobrze i kreatywnie bawimy. Dziś mocno aktywnie :) Brudne dziecko to szczęśliwe Nie od dzisiaj każda mama wie, że „szczęśliwe dziecko, to brudne dziecko”. Czy jednak zastanawiało Cię dlaczego to takie ważne by maluch się ubrudził? Czemu taki ubrudzony jak nieboskie stworzenie dzieciak jest synonimem dobrej dziecięcej zabawy?Otóż aby się tak strasznie, strasznie ubrudzić, dziecko potrzebuje mocno, całym sobą, zaangażować się w zabawę. Musi poczuć to czym się bawi, wszystkimi zmysłami. Na pewno pamiętasz, ze swojego dzieciństwa, że najlepsza zabawa to była zabawa w kałuży i w błocie. Nic się nie zmieniło od tego czasu. A musisz wiedzieć, że taka zabawa jest nie tylko świetna sama w sobie, ale rozwija dziecko, pozwala poznać własne możliwości, zrozumieć przyczyny i skutki, poznać faktury, kolory, zrozumieć dźwięki, zapachy i smaki. Tego wszystkiego nie da się nauczyć bez dotknięcia, posmakowania, powąchania i zaangażowania całym się na całegoWłaśnie zdobywaniu takich doświadczeń służą zabawy sensoryczne, czyli angażujące wszystkie zmysły dziecka. Do takich zabaw nie potrzebujesz drogich zabawek. Wręcz przeciwnie wystarczy to, czym dysponujesz w domu, odrobina wyobraźni i cierpliwości, zabezpieczenia terenu działań, oraz akceptacji dla faktu, że twoja pociecha jest sobie, że nie wiesz jak zacząć z takimi zabawami. Pocieszę Cię: Jeśli angażujesz dziecko w prace domowe, pozwalasz mu ugniatać ciasto, wkładać ubrania do pralki, wieszać pranie z Tobą, pozwalasz powąchać przyprawy, to już bawisz się z nim w zabawy sensoryczne. Teraz tylko pójdź o krok dalej i zorganizuj mu różnego rodzaju pola zabawy sensoryczne:Zabawy sensoryczne pobudzają wszystkie zmysły. Mogą też jednocześnie angażować kilka zmysłów. Np. zmysł dotyku i smaku, czy bez użycia pędzliPozwól maluchowi malować dłońmi, lub stópkami zamiast pędzelkiem i kredkami, na ogromnych kartonach. Możesz użyć farb, ale jeszcze fajniej będzie mazać np. musem owocowym , który w każdej chwili dziecko może polizać i też rozsypać kaszę mannę i rysować z nim malujcie dmuchając rurką w kolorową wodę, zabarwioną barwnikami spożywczymi i wylaną na talerz lub z ulubionych taki zabaw jest tęcza ze Skitlesów, którą kiedyś opisywałam na moim blogu. Układasz cukierki na talerzyku i nalewasz na niego wodę. Barwnik rozpuszcza się w wodzie tworzą piękną tęczę, którą dzieciaki uwielbiają mieszać, psuć, fakturPozwalając dziecku pomagać sobie w praniu, czy robieniu ciasta, zapoznajesz dziecko z różnymi fakturami. Tkaniny są gładkie, śliskie, lub szorstkie, albo miękkie. Ciasto jest klejące, a potem sprężyste, zmieniając się na oczach i w rączkach mu teraz, że jego stopy też mogą odczuwać i rozpoznawać różne faktury. Rozłóż folię bąbelkową i i pozwól mu po niej stąpać. Dzieciaki to uwielbiają. Idąc dalej, rozsyp na podłodze np. chrupki do mleka, kaszę, rozłóż tkaniny o różnej fakturze. Możecie do tego wymyślić sobie bajkę o spacerze po lesie, łące, rzece, pobudzając jednocześnie dziecięcą kinetycznyZabawy piaskiem kinetycznym to zabawa bez końca. Jeśli jeszcze pozwolisz dziecku go farbować, mieszać kolory, będzie przeszczęśliwe. Już samo tworzenie piasku jest przygodą dla maluszka. Zaangażuj go w to. Wymieszajcie mąkę kukurydzianą z olejem, aż piasek nabierze odpowiedniej konsystencji. Dodajcie barwniki spożywcze. Koniecznie pozwól dziecku robić wszystko rączkami. Będzie że pomieszasz kilka kolorów nakrętek. Lub dwa – trzy rodzaje suchego makaronu i poprosisz, aby dziecko je posegrowało,lub wyszukało konkretny kształt, lub kolor. Uczyni to bardzo baniek mydlanychPiana mydlana to wspaniała zabawa dla dzieci. Daje wrażenia dotykowe, wzrokowe, ale też uczy refleksu i poczucia równowagi. Bańki możecie puszczać, lub dmuchać rurką w miskę z wodą. Dziecko może też tworzyć pianę energicznymi ruchami dłoni, nóg, lub całego ciała. Taką pianę również możesz zabarwić barwnikiem spożywczym, aby zwiększyć ilość dźwięków i tworzenie dźwiękówDaj dziecku różnego rodzaju kasze, kluski i kubeczki. Przesypując, potrząsając, będzie rozpoznawało i tworzyło dźwięki. Jednocześnie dotykając ich rączkami będzie poznawało je od strony dotykowej, jakiej dotychczas może nie miało okazji poznać. Daj dziecku garnki, łyżki metalowe i drewniane – zróbcie orkiestrę. Maluchy bardzo chętnie próbują nowych dźwięków, eksperymentują z głośnością i zabawą, ale co z jej skutkami na ubraniach?Oj tym bym się zbytnio nie martwiła. Po pierwsze do takich zabaw ubieraj dziecko w ubrania, których Ci nie szkoda. Po drugie, wiele plam wybawi nawet zwykła woda utleniona. Nawiasem mówiąc pokazanie dziecku jak plama znika pod wpływem działania wody utlenionej to też wspaniałe doświadczenie dla też w tej chwili świetne proszki do prania, które doskonale poradzą sobie z każdym zabrudzeniem. Dobrze jednak abyś przed praniem sprawdziła symbole na metkach ubrań, żeby zbyt intensywnym traktowaniem ich nie zniszczyć. Możesz też pokazać takie symbole maluchowi i wytłumaczyć co oznaczają. Często z takiego tłumaczenia rodzą się fajne dyskusje z dzieckiem wyjaśniające mnóstwo tematów, do których możecie dojść przy okazji. Np. że żelazko prasuje, bo jest gorące i ciężkie, ale lepiej tego nie sprawdzać sensorycznie 😉 Dlaczego uprane ubrania są czyste i wiele, wiele innych. Zależnie od tego, gdzie ta rozmowa Was tak naprawdę liczy się uwaga jaką poświęcisz dziecku, oraz jednoczesne danie mu bezpiecznej przestrzeni do samodzielnego poznawania świata. Moje dzieciaki już są dorosłe. Ale właśnie takimi zabawami wspierałam ich rozwój i muszę powiedzieć, że czas z nimi spędzony, uważność, oraz przestrzeń im dana teraz ten artykuł zainspirował Cię, lub masz swoje doświadczenia z zabawami sensorycznymi, proszę podziel się nimi w komentarzu. 224 views, 11 likes, 9 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Stajnia Pod Lasem: Jak to się mówi " brudne dziecko, to dziecko szczęśliwe ", to samo się tyczy koni Jest parę
Koncepcja powrotu do szkoły, szczęśliwe uśmiechnięte dziecko uczeń korzystający z laptopa i tabletu cyfrowego, uczęszczający do zdalnej edukacji – Stockowy materiał wideoKoncepcja powrotu do szkoły, szczęśliwe uśmiechnięte dziecko uczeń korzystający z laptopa i tabletu cyfrowego, uczęszczający do zdalnej edukacji - Zbiór materiałów filmowych royalty-free (Artykuł biurowy)OpisKoncepcja powrotu do szkoły, szczęśliwe uśmiechnięte dziecko uczeń korzystający z laptopa i tabletu cyfrowego, uczęszczający do zdalnej edukacjiSłowa kluczoweArtykuł biurowy Wideo,Budynek szkolny Wideo,Cyfrowy tubylec Wideo,Czarny kolor Wideo,Czas rzeczywisty Wideo,Dzieci w szkole Wideo,Dzieciństwo Wideo,Dziecko Wideo,Dziewczyny Wideo,Edukacja domowa Wideo,Film - Obraz filmowy Wideo,Format HD Wideo,Granie Wideo,Horyzontalny Wideo,Internet Wideo,Internet rzeczy Wideo,Jedna osoba Wideo,Klasa Wideo,Pokaż wszystkieCzęsto zadawane pytania (FAQ)Czym jest licencja typu royalty-free?Licencje typu royalty-free pozwalają na jednokrotną opłatę za bieżące wykorzystywanie zdjęć i klipów wideo chronionych prawem autorskim w projektach osobistych i komercyjnych bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat za każdym razem, gdy korzystasz z tych treści. Jest to korzystne dla obu stron – dlatego też wszystko w serwisie iStock jest objęte licencją typu licencje typu royalty-free są dostępne w serwisie iStock?Licencje royalty-free to najlepsza opcja dla osób, które potrzebują zbioru obrazów do użytku komercyjnego, dlatego każdy plik na iStock jest objęty wyłącznie tym typem licencji, niezależnie od tego, czy jest to zdjęcie, ilustracja czy można korzystać z obrazów i klipów wideo typu royalty-free?Użytkownicy mogą modyfikować, zmieniać rozmiary i dopasowywać do swoich potrzeb wszystkie inne aspekty zasobów dostępnych na iStock, by wykorzystać je przy swoich projektach, niezależnie od tego, czy tworzą reklamy na media społecznościowe, billboardy, prezentacje PowerPoint czy filmy fabularne. Z wyjątkiem zdjęć objętych licencją „Editorial use only” (tylko do użytku redakcji), które mogą być wykorzystywane wyłącznie w projektach redakcyjnych i nie mogą być modyfikowane, możliwości są się więcej na temat beztantiemowych materiałów wideo lub zobacz najczęściej zadawane pytania związane ze zbiorami wideo.
„Ilość szczęścia dziecka, jest wprost proporcjonalna do ilości błota na nim osiadłego.” Blog Ojciec, Dzieci, a błoto, rok wydania: 2014. 2008 rok, słoneczne lato. Tatuś z dwuletnią wówczas córeczką zwożą węgiel do piwnicy. Ja mam swoje taczki, córka ma swoje. Oczywiście czasem jakiś węgielek wypadnie, więc trzeba go podnieść.
Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko. Zgadzacie się z tym? Czy rzeczywiście tak jest? A może to mimo wszystko jest niebezpieczne i niepotrzebne? Co dziecko może stracić, a co zyskać na beztroskich „brudnych” zabawach? MYLĄCA RÓŻNICAPIERWSZY KONTAKT Z BAKTERIAMIJEDZENIE I CZYSTOŚĆ – DA SIĘ POŁĄCZYĆ?NIE – IDEALNA MAMADOMOWE ZWIERZĘTAZABAWY W OGRODZIE I NA PLACU ZABAWNIE TAKA SMUTNA RZECZYWISTOŚĆBRUDNE = SZCZĘŚLIWE DZIECKONie ma żadnego znaczenia czy to chłopiec czy dziewczynka, czy ma 2, 6 czy 12 lat. Każdy przechodzi w życiu taki okres nie buntu a okres brudu. Bo brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! My jako rodzice nie wstydźmy się tego, nie zabraniajmy. Wręcz przeciwnie, zachęcajmy i wspierajmy nasze pociechy. Efekty zobaczycie bardzo szybko. Bliskość, wdzięczność, radość i spełnienie. Kiedyś dzieci Wam, NAM, za to podziękują. MYLĄCA RÓŻNICA Czy jest jakaś różnica między płcią dziecka, jeśli chodzi o brudzenie się? Przecież chłopcy rzadziej zwracają uwagę na to czy ich tenisówki są nieskazitelnie czyste, czy jest na nich przetarta plama po trawie. Dziewczynki natomiast chcą wyglądać jak księżniczki, błyszczące lakierki, idealnie wyprasowana sukienka i błyszcząca opaska niczym diadem w włosach. Takie wyobrażenia być może ma każdy z nas w temacie dziewczynek i chłopców. A może to właśnie chłopcy dbają o siebie bardziej, firmowe ubrania za pieniądze zbierane cały rok czy sprzedaną konsolę, twarz gładka i włosy na żel jak z reklamy? Natomiast dziewczynki biegają po drzewach, zbierają kamyki i bawią się w błocie? Powiem jedno – NIE MA ŻADNEJ REGUŁY jeśli idzie o płeć! Wszystko zależy od wieku dziecka, upodobań, sposobu, w jaki spędza wolny czas. Nawet miejsce zamieszkania ma pewnie większy wpływ na to, jakie będzie nasze dziecko. Oczywistym jest to, że każda mama chce, aby jej dziecko zawsze było czyste, schludne i grzeczne. Przecież wszystkie dzieci takie są – szkoda, że tylko w naszych głowach i opowieściach, bo nawet na zdjęciach nie chcą takie być. Ale czy to źle? Czy na pewno chcielibyśmy mieć tak idealne, przewidywalne i nudne dzieci? Opowiem Wam kilka, nie zawsze zabawnych, sytuacji z życia matki. PIERWSZY KONTAKT Z BAKTERIAMI Zacznijmy od przygotowania się do przyjścia dziecka na świat – ubranka pierzemy w 90 stopniach Celsjusza, żeby dokładnie zabić wszystkie bakterie, później jeszcze to wszystko wyprasujemy, by nie mieć wątpliwości, że wszystkie bakterie zostały zniszczone. To jest jak najbardziej poprawna i prawidłowa czynność każdej młodej mamy – noworodek nie ma wykształconego układu odpornościowego, nie umie bronic się przed drobnoustrojami, których po wyjściu ze szpitala są miliony. Dlatego ważne jest też regularne mycie rąk podczas pielęgnacji maluszka! Wiele z Was myśli pewnie: „Kto tak naprawdę myje tak często ręce?” Przypomnij sobie pierwsze tygodnie z pierwszym dzieckiem w domu – oto odpowiedź. Z doświadczenia wiem, że w czasie pierwszych dni i miesięcy z noworodkiem każdy gość w naszym domu musiał chociaż raz umyć ręce – nie ważne czy dotykał Gabi lub Miśkę, czy była to ciocia na szybką kawę, czy koleżanka, by pogratulować i przywitać maleństwo. Każdej osobie w naszym domu delikatnie lub konkretnie sugerowaliśmy, by umyła ręce. JEDZENIE I CZYSTOŚĆ – DA SIĘ POŁĄCZYĆ? Na początku mamy w domu noworodka, na którego dmuchamy i chuchamy. Mija kilka miesięcy, zaczynamy rozszerzanie diety, teraz bardzo modne jest BLW, które polega na tym, że dziecko wszystko je samodzielnie – albo i nie je, bo nie potrafi jeszcze precyzyjnie trafić jedzeniem do buźki. Efekt? Jedzenie jest wszędzie, na stoliku, podłodze, ścianie a może i nawet suficie tylko tego nie zauważamy. Kolejna kontrowersja, bo przecież: „Moje dziecko od razu ładnie jadło, nie bałaganiło i wszystko mu smakowało”. Ale drogie mamy, w BLW właśnie chodzi o to, żeby dziecko samo decydowało, co chce jeść, ile chce jeść, musi sprawdzić w rączce, co można z tym zrobić, czy łatwo to rozgnieść, czy szybko upada na podłogę i czy lepiej smakuje w formie stałej czy rozgniecionej. Bobas Lubi Wybór – mama musi polubić to sprzątać. Efektem sposobu rozszerzania diety według BLW jest zainteresowanie dziecka jedzeniem. Znacie tak zwane niejadki? Mimo, że nie znają jakiegoś smaku i tak nie chcą go spróbować. Może problem był kiedyś w nas – rodzicach? Nieważne, nadróbmy ten stracony czas, dajmy dziecku różne propozycje smaków, zapachów i konsystencji. Gwarantuję, że ciekawość dziecka zwycięży, a radość w oczach będzie nie do opisania. Czasami trzeba się trochę ugiąć – dać dziecku swobodę działania. Nie ważne, że w trakcie gotowania cała kuchnia będzie wyglądała jakby przed chwilą wybuchła tam bomba! Takie chwile nasze maleństwo będzie pamiętać przez bardzo długo! Widzieliście w telewizji programy, w których 12-letnie dziecko gotuje potrawy, o jakich Wy nie słyszeliście nigdy w życiu? Skąd to się wzięło, przecież takie dzieci nie dość, że narobią bałaganu to spalą cały dom! A może by tak poprosić o pomoc w obieraniu warzyw, owoców, w doprawianiu obiadu? Zacznijmy od małych zadań, a po wspólnym gotowaniu można wspólnie posprzątać. NIE – IDEALNA MAMA Lubię mieć wszystko pod kontrolą. Wszystko na swoim miejscu. Czysto w domu, zabawki ładnie poukładanie w pokoju dziewczynek. Też tak macie? To nic złego! Lubimy mieć wpływ na nasze otoczenie, a w czystości łatwiej funkcjonować. Czystość daje nam poczucie bezpieczeństwa, a ogólny ład – spokój. Dziecko natomiast wprowadza dużo chaosu w życie rodzica – jest nieprzewidywalne, a co najgorsze: często lubi się pobrudzić! Nie znam dzieci, które są idealnie czyste przez cały dzień. Kiedyś bardzo obawiałam się każdej plamy, czuwałam, by maleństwo podczas posiłku idealnie trafiało z jedzeniem do buzi – lub sama je wyręczałam i karmiłam. Jednak to na dłuższą metę nic nie daje. Dając dziecku swobodę w działaniu pozwalamy mu się rozwijać, uczyć nowych umiejętności. W taki sposób powstają zainteresowania, upodobania. Dajmy dzieciom więcej swobody, pozwólmy im ubrudzić się, powąchać okoliczne kwiatki, zerwać listki podczas spaceru, wyrobić ciasto w kuchni czy spróbować truskawkę prosto z krzaka. Bakterie były, są i będą, tego nie unikniemy. Brudne ręce i buzie? Zdarza się, ale co za problem je umyć? DOMOWE ZWIERZĘTA Osobiście nie mamy żadnego zwierzątka w domu, ale u dziadka dziewczynek są dwa psy i to niemałe! Ze względów bezpieczeństwa dziewczynki się z nim nie bawią, lecz wszystko nadrabiają w czasie spacerów. Mały kotek albo piesek? „Mamo, proszę weźmy go” i kotek zaraz jest głaskany i obściskiwany. A przecież takie zwierzęta mają pchły, kleszcze i w dodatku często nieprzyjemnie pachną. Jak to się dzieje, że dzieci tak je uwielbiają? Po pierwsze jest to miłość bezgraniczna, a nasze dziewczynki mają aktualnie hopla na punkcie kotków. Dzień bez kotka na spacerze – dniem straconym! Największą radość ma Miśka, gdy widzi kota chodzącego po płocie sąsiada, a Gabi oczywiście, gdy może do niego podbiec i pogłaskać. Szczęście w oczach dzieci widać na odległość! A co z tymi chorobami i zarazkami, które mają w sobie? Znajomy pediatra kiedyś powiedział słowa, które zapadły mi w pamięć: „Jeśli nie mamy nawet minimalnego kontaktu z potencjalną bakterią, infekcją czy drobnoustrojem, nigdy się nie uodpornimy.” Dlatego nawet gdy widzę brudnego kotka i Miśkę, która do niego podchodzi tłumaczę sobie, że w ten sposób dbam o odporność dziecka. Wiecie, jak u nas wygląda ekstremalny poziom budowania odporności u dziewczynek? Właśnie w ten sposób, że dziecko głaszcze, przytula albo całuje zwierzaka. To było kiedyś nie do pomyślenia przeze mnie! Ale w takich momentach trzeba sobie przypomnieć swoje dzieciństwo i swoje zwierzaki. Taki „buziak” od pieska czy kotka był największym dowodem uznania przez zwierzaka, prawda? To uczy miłości i szacunku do zwierząt. A po przytulankach z kotkiem wystarczy iść umyć polizaną z miłości buzię i ręce, bo innej recepty na szczęście nie ma. To, na co pozwolimy małemu dziecku, będzie miało odzwierciedlenie w przyszłości. ZABAWY W OGRODZIE I NA PLACU ZABAW W domowym ogródku pozornie nic nam nie grozi, bo znamy teren, a wszystkie zabawki są nasze, ale co z dziećmi bawiącymi się na publicznych placach zabaw? Robi się ciepło i place zabaw są wręcz oblegane przez gromadki dzieci. Wszyscy bawią się w tej samej piaskownicy z tym samym piaskiem (podobno na niektórych placach zabaw zlikwidowano piaskownice ze względu na brud i bakterie właśnie). Niby problem rozwiązany, ale z wielką szkodą dla dzieci, które uwielbiają robić babki z piasku! Kolejne bakterie są nie daleko. Wspinanie się po drabinkach i linach – przecież dotykają tego setki dzieci dziennie. Nikomu to nie przeszkadza, a przeszkadza plama na bluzce po obiedzie? Dziecko łatwiej wykąpać niż wywabić plamę po buraczkach czy marchewce. Dlaczego pozwalacie bawić się dzieciom z innymi obcymi dziećmi? Nie wiecie czy nie są na coś chore, czy to rana na kolanie się już zagoiła, czy jest w niej nadal pełno bakterii, bo powstała 5 minut temu. Na podwórku za domem jest dokładnie tak samo. Nie powstrzymacie kota sąsiadów przed wejściem na waszą posesję. Co gorsza – przed załatwieniem się w piaskownicy dzieci… Tak brzmi to okropnie, niestety prawdziwie. Istnieją oczywiście piaskownice sezonowe, plastikowe z zamykaną pokrywą. A co z basenem na ogródku w porze obiadowej? Miała się nagrzewać woda przez ten czas, gdy jemy obiad. Jak to się stało, że coś dziwnego pływa po powierzchni? Czy to brud? Tak, to właśnie brud! Ale jaki i skąd? Zaraz zwariuję! NIE TAKA SMUTNA RZECZYWISTOŚĆ Muszę i chcę wam się do czegoś przyznać. Moje dzieci mogą być brudne! Mogą mieć poplamione sukienki, brudne buciki, czarne ręce i buzie. Pozwalam im na to, mam z tego satysfakcję i cieszy mnie to, że są brudne i szczęśliwe! Największą radość sprawia mi widok zadowolonych dziewczynek, które razem odkrywają świat. Od zawsze bałam się widoku siniaka czy otwartej rany, która wymaga natychmiastowego plasterka z postacią z bajki. Bo przecież jak dziecko ma się nauczyć, że na drzewo się tak wysoko nie wchodzi, jeśli z niego nie spadnie i nie rozedrze ulubionej koszulki zaczepiając o gałąź? Skąd ma wiedzieć, że trzeba umyć ręce przed obiadem, jeśli nie pobrudzi ich do tego stopnia, że piasek nasypie im się do zupy? W jaki sposób ma dowiedzieć się, że trzeba się kąpać i myć, jeśli nie będzie błagało cały dzień po ogrodzie bez butów, wskakując co chwila do basenu, po czym założy białą suknię księżniczki, której nie będzie dało się doprać? Jak ma doprawić sobie posiłek do smaku, jeśli nie zna smaków? BRUDNE = SZCZĘŚLIWE DZIECKO Pozwalam na to, aby Gabi i Miśka były szczęśliwe i brudne – albo brudne i szczęśliwe, bo mam wrażenie, że w tym wieku właśnie poziom ubrudzenia się jest wyznacznikiem szczęścia u dziecka. Udostępniam im świat jaki znam ja i Kuba. Podczas koszenia trawy, mogą się na nią rzucać – mimo, że jest zielona i brudna. Podczas smarowania łańcucha przed wycieczką rowerową mogą pomóc tatusiowi, brudząc paluszki w smarze. Kiedy Kuba przesadza kwiatki lub sadzi nowe rośliny w ogrodzie, robi to razem z dziećmi krok po kroku. Nie raz znalazłam kamyczki z ogródka całe w piasku i ziemię w butach dzieci, a nawet w ulubionej torebce Gabi. Pozwalam im na to, by uczyły się świata same. Pozwalam im na budowanie nowych umiejętności. Mam wszystko pod kontrolą wtedy, gdy wiem, że nie robią czegoś za moimi plecami, w ukryciu, ale legalnie z mamą i tatą, bo wiedzą, że mogą. Mimo tych niedopranych ubrań, zniszczonych koszulek i butów, przychodzi dzień kiedy chcą wyglądać ślicznie, czysto, pachnąco, z lokami lub zaplecionymi warkoczami. Najlepsze jest to, że wszystko o czym wspomniałam jest normalne. Każdy z nas tak robi, tylko nie każdy o tym mówi. W kwestii „brudu”, morusania, glajdy, błotka i temu podobnych w życiu dziecka, tak samo jak w każdym innym aspekcie jego wychowania – nie zakazujemy, pozwalamy ale wspieramy, pomagamy, dbamy, wskazujemy kierunek, wyrabiamy dobre, pożądane nawyki. Hasło: „Do łazienki i myjemy rączki!” brzmiało u nas kilka dobrych lat, kiedy Gabi była jeszcze sama, dziś ona robi to odruchowo – po przedszkolu, podwórku, po malowaniu farbkami na stole, idzie do umywalki i myje łapki. Ostatnio wręcz z wielką chęcią myje rączki, bo uwielbia zapach Baby Dove Emulsji do mycia ciała i włosów. Ja lubię są za to, że jest hipoalergiczna, nie powoduje łzawienia, nadaje się zarówno do mycia rąk, całego ciała i włosów dla wrażliwej skóry, delikatnie oczyszcza skórę dziecka pozostawiając ją miękką i nawilżoną. Z Misią sprawę mamy załatwioną, bo będąc młodszą siostrą zapatrzoną tę starszą, kopiuje niemal każde jej zachowanie 🙂 . I Miśka uwielbia myć rączki! Potrafi dopominać się sama o to nawet kilkanaście razy w ciągu dnia. Nie ma żadnego znaczenia czy to chłopiec czy dziewczynka, czy ma 2, 6 czy 12 lat. Każdy przechodzi w życiu taki okres nie buntu a okres brudu. Bo brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! My jako rodzice nie wstydźmy się tego, nie zabraniajmy. Wręcz przeciwnie, zachęcajmy i wspierajmy nasze pociechy. Efekty zobaczycie bardzo szybko. Bliskość, wdzięczność, radość i spełnienie. Kiedyś dzieci Wam, NAM, za to podziękują.
146 views, 6 likes, 4 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Aktywne Przedszkole i Żłobek Kogut Świnoujście: Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! Farba, którą można posmakować, bo
Kiedyś było inaczej – dzieci miały brudne ręce, bawiły się na ziemi, na polu, wśród kurzu. Bawiły się w błocie i myły ręce dopiero, gdy wracały do domu na obiad. A co, jeśli jakiś dziecięcy przysmak spadł na ziemię? Stosowaną zasadę pięciu sekund. Znacie ją? „Reguła pięciu sekund – żartobliwa teoria głosząca, że na jedzenie, które upadło na podłogę, nie dostaną się groźne dla zdrowia bakterie i zarazki, jeżeli zostanie podniesione przed upływem pięciu sekund.” Wielu współczesnych rodziców dba o higienę swoich dzieci bardziej niż dbano o ich. Uzbrojeni w chusteczki, sterylizatory, wodę i środki dezynfekujące podążają za swoimi pociechami, by w prędko zmieniać ich brudne buzie w takie, które niemal świecą czystością. Okazuje się jednak, że i przesadna, pedantyczna higiena, na dłuższą metę może stać się szkodliwa dla dzieci. Przede wszystkim, ogranicza ona rozwój układu odpornościowego. Mimo wszystko, nie każdy środek dezynfekujący jest przeznaczony dla dzieci, przez co nadgorliwi rodzice mogą podrażniać skórę swoich pociech. Pozostaje także kwestia behawioralna – niepozwalanie dziecku na pobrudzenie się, to ograniczanie jego rozwoju. W taki sposób pozbawia się je przecież różnych bodźców. Jak to wygląda w praktyce? Kiedy na instastory pokazałem, że Teodor (>1 raczkuje w miejscach publicznych i bałagani w domu, dostałem sporo wiadomości od Suchej Armii z pytaniem: “Serio, pozwalasz na to!?”. Tak, pozwalam. Ale nie wszyscy rodzice zgadzają się na takie zachowania dzieci. I właśnie dlatego na swoich stories zadałem kilka pytań, aby poznać Waszą opinię. Oto, jak wyglądają odpowiedzi: 1. Czy pozwalasz dzieciom na robienie bałaganu? 2. Czy pozwalasz dziecku robić bałagan podczas jedzenia? 3. Czy pozwalasz raczkować dzieciom w miejscach publicznych? Dlaczego? NIE POZWALAM, BO: POZWALAM, BO: A jak to wygląda w teorii? Pewien zespół badaczy stworzył dziecko-robota, który naśladował pełzające ruchy ludzkiej pociechy po części używanego dywanu, który naukowcy zabrali z “prawdziwego” domu. W eksperymencie brał udział również dorosły ochotnik. W badaniu tym monitorowano zawartość mikroorganizmów w strefie oddychania niemowląt i porównano ją ze strefą oddychania osoby dorosłej oraz z pyłem z dywanu. Wyniki wykazały, że dziecko czołgające się po podłodze może wdychać do płuc brud czterokrotnie większy niż dorośli, chodzący po tej samej powierzchni. Kiedy niemowlęta czołgają się, ich nozdrza i usta są znacznie bliżej podłogi, gdzie brud i drobnoustroje są bardziej skoncentrowane. Badania miały pokazać rodzicom, że podłogi i dywany są brudne, a dzieci czołgające się po podłodze są narażone na mikroby i alergeny. Miały również udowodnić, że mimo wszystko ekspozycja na taką biomasę daje możliwość zbudowania odporności. Układ odpornościowy przechodzi gwałtowne zmiany we wczesnym okresie życia, dostosowując się i dojrzewając w odpowiedzi na ekspozycję środowiska – na drobnoustroje i alergeny, które napotyka. Te wzorce funkcji odpornościowej mogą utrzymywać się do wieku dorosłego i są związane z etiologią alergii. Niemowlęta i małe dzieci spędzają czas w różnych środowiskach, często w bardzo bliskim sąsiedztwie podłóg i łóżek – na przykład podczas raczkowania i zabawy. Istnieją badania, które wykazały, że narażenie na dużą różnorodność i koncentrację materiałów biologicznych może zmniejszyć częstość występowania astmy i alergii w późniejszym okresie życia oraz może mieć pozytywne skutki dla układu odpornościowego dziecka. Czemu zbyt sterylne środowisko może zaszkodzić naszym dzieciom? Układ odpornościowy opiera się na zdolności rozpoznawania tego, co jest dla organizmu obce, czyli wirusów, bakterii, grzybów, ale także własnych komórek rozpoznanych jako nieprawidłowo funkcjonujące. System obronny rozwija się od urodzenia (wraz ze wzrostem organizmu) i „uczy się” rozpoznawać jego tkanki, klasyfikując je jako własne. W przypadku chorób autoimmunologicznych układ odpornościowy nie jest już w stanie rozpoznać własnych komórek i tkanek, a tym samym je atakuje. Układ odpornościowy tworzy się i rozwija w młodym wieku, a zarazki i bakterie są niezbędne do prawidłowego przebiegu tego rozwoju. Również rodzic, który nakłada zbyt wiele zakazów, aby zapobiec zabrudzeniu lub skażeniu dziecka, utrudnia budowanie zdrowych relacji między dzieckiem a światem zewnętrznym. Dziecko, które nie może swobodnie się poruszać i poznawać środowisko, w którym żyje, będzie dorastać w obawie przed tym, co jest dla niego nieznane. Nie oznacza to, że jeśli nie pozwalasz dziecku czołgać się po placu zabaw, jesteś złym rodzicem. Pamiętaj, że w tym układzie to Ty jesteś dorosłym! Najlepiej ocenisz ewentualne zagrożenia, zauważysz rozbite szkło czy porzucone końcówki papierosów. Warto pamiętać jednak, że kierowanie się własnym upodobaniem, co do czystości rączek dziecka, nie zawsze jest dobrym wyznacznikiem. Przecież nie bez powodu mówi się, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko! Czy dzieci mogą chodzić boso? “Nie chodź boso!” Ile razy próbowaliście nakłonić Wasze dzieci do założenia kapci albo skarpetek? Rodzice niechętnie pozwalają dzieciom na chodzenie bez butów. Być może nie wiedzą oni, że chodzenie boso przynosi niezliczone korzyści dla rozwoju organizmu ich pociechy. Stopa bosa to stopa zdrowa, pozostawiona w swojej najbardziej naturalnej formie. Z ewolucyjnego punktu widzenia obuwie jest przeszkodą w rozwoju stopy i jej funkcji. Oczywiste jest, że dzieci potrzebują obuwia, aby chronić się przed zimnem i urazami. Istnieje jednak wiele emocjonalnych korzyści płynących z chodzenia boso, a główną z nich jest poczucie wolności, którego doświadczają, gdy tylko zdejmują buty czy skarpetki. Ponadto chodzenie boso po plaży czy w ogrodzie pomaga również rozwinąć zmysły dziecka, które ,dzięki stopom w bezpośrednim kontakcie z naturą, jest w stanie odkrywać wrażliwsze doznania. Bałagan podczas jedzenia. Zdarza się to każdemu z nas: w końcu przychodzi dzień, w którym nasze dzieci chcą zacząć robić rzeczy bez naszej pomocy. To dobra wiadomość! Oznacza to, że te małe oczka zwracały uwagę na to, co robiliśmy, a ich właściciel chce już zacząć przejmować inicjatywę i robić to samodzielnie. Przychodzi wreszcie czas na naukę samodzielnego jedzenia. Więcej jedzenia trafia na podłogę niż do buzi dziecka. Znacie to, prawda? Więc dlaczego powinniśmy pozwolić naszemu dziecku na bałagan podczas jedzenia? Gdy dzieci zaczynają jeść rękami i rozwijać swoje zdolności motoryczne, będą próbowały chwytać małe kawałki jedzenia między palcami i wkładać je do ust. Jedzenie może wtedy fruwać po całym pomieszczeniu. Chociaż pozornie wydaje się to bałaganem, Twoje dziecko uczy się swojego środowiska i kontrolowania swojego ciała tak samo, jak uczy się jeść. Dziecko bawiące się jedzeniem uczy się, jak brzmi ich posiłek, gdy jest zgniatane lub rzucane na podłogę, jak wygląda inaczej niż pierwotnie oraz jak zmieniła się konsystencja w ich dłoniach i ustach. Walka o dostanie się jedzenia do ust dziecka lub ciągłe utrzymywanie go w czystości tworzy negatywny stosunek do jedzenia. W większości przypadków bałagan jest raczej łatwy do wyczyszczenia, nawet jeśli zajmuje to kilka chwil. Pozwól więc dziecku się zabrudzić! Dlaczego powinniśmy czasami pozwolić dzieciom się pobrudzić? Posiadanie dzieci to doświadczenie, które, choć dostarcza nam wielu wspaniałych chwil, stawia przed nami także nowe wyzwania, które uczą nas być rodzicami. Jedną z części, którą czasami trudno nam zrozumieć jako dorośli, jest sposób działania naszych dzieci. Przykładem tego jest sytuacja, w której nasze dzieci robią coś, co dla nas nie ma zbyt dużej logiki – rozsypanie zabawek czy wyciągnięcie ubrań z komody. Musimy jednak starać się spojrzeć na sprawy z ich punktu widzenia i mieć na uwadze, że nie robią tego, aby nas zdenerwować. Tam gdzie my widzimy bałagan i katastrofę, dzieci odkrywają nową zdolność oraz widzą świetną zabawę! Rzeczywiście, może to oznaczać, że rodzice będą mieli trochę sprzątania, ale pozwolenie dziecku na bałagan jest częścią procesu uczenia się i jego rozwoju. Warto tutaj również zastanowić się, czy brak przyzwolenia na bałagan lub zwiedzanie na czworakach miejsc publicznych, jest naszą obawą o zdrowie i życie dziecka, czy może nie zgadzamy się na to z powodu własnego komfortu i polubienia czystego trybu życia. A teraz weź do ręki kubek kawy, usiądź wygodnie na kanapie i powspominaj własne dzieciństwo! Czy na pewno było tak czyste, jak dzieciństwo Twojego dziecka? 😉
BtsogQ.